Žd 11,1-2; 12,1-3

Věřit Bohu znamená spolehnout se na to, v co doufáme, a být si jist tím, co nevidíme. K takové víře předků se Bůh přiznal svým svědectvím. Proto i my, obklopeni takovým zástupem svědků, odhoďme všecku přítěž i hřích, který se nás tak snadno přichytí, a vytrvejme v běhu, jak je nám uloženo, s pohledem upřeným na Ježíše, který vede naši víru od počátku až do cíle. Místo radosti, která se mu nabízela, podstoupil kříž, nedbaje na potupu; proto usedl po pravici Božího trůnu. Myslete na to, co všecko on musel snést od hříšníků, abyste neochabovali a neklesali na duchu.

Mamy dziś przed oczyma tekst z kategorii sportowych. Często łatwiej nam jest coś zrozumieć, kiedy ktoś użyje obrazu czyli metafory ze znanej nam rzeczywistości, by wyjaśnić w pewnym uproszczeniu jakieś zasady, schematy lub nawet istotę rzeczy. I pewnie dla pierwszych odbiorców pism, które my dziś mamy w Biblii (Starego lub Nowego Testamentu) te obrazy, jakich używali autorzy, bywały doskonale zrozumiałe. Pochodziły one przeciez z ich kontekstu kulturowego i społecznego. My, po tylu wiekach, żyjący w świecie zgoła innym aniżeli tamci adresaci, miewamy nieraz z tymi obrazami pewien problem. Zmienił się kontekst, zmieniła się rzeczywistość. Nieraz mamy problem ze zrozumieniem samego symbolu czy obrazu, gdzież tam nam do zrozumienia tego, co one miały wyjaśniać. Starsi, którzy mieli jeszcze więcej do czynienia z kulturą agrarną, rolnictwem, uprawą czy hodowlą, mają troszeczkę łatwiej, ale dzisiejsze generacje tak szybko zmieniających się technologii mogą czuć się w Biblii trochę zagubione.

Przeczytacie w najnowszym „Przyjacielu”, jak Tomáš Samiec pisze w swojej glosie o „Ježíši v montérkách”. Na pewnych obrazach z życia, na przykładach czynności, jakie wykonywał, zrozumiał, jak działa Boża łaska i to wyjaśnia. Ale my tutaj, w naszym tekście, mamy jeszcze lepszy przykład, bo pochodzący ze świata sportu. A sport jest jedną z tych niewielu dziedzin życia, które od wieków są z nami i przynajmniej te podstawowe zasady ich funkcjonowania pozostają w miarę niezmienione.

W naszym przekładzie mowa jest o biegu, dosłownie jednak jest tam mowa o walce i współzawodnictwie w wyścigu czy zawodach. O podążaniu do celu w tych zawodach też tam jest mowa. Bo każdy zawodnik musi mieć już podczas treningów, przygotowań, przed oczyma cel, do którego dąży i który stanowi dla niego motywację do ciężkiej pracy, wielu wyrzeczeń, rezygnacji z niektórych przyjemności lub przyzwyczajeń typowych dla innych jego rówieśników, zmiany jadłospisu i bardziej niż u innych zdrowego żywienia oraz stylu życia – ale przede wszystkim wielu, wielu godzin treningów i litrów potu wylanego podczas pracy nad swoją kondycją. Notabene, odkąd powiedziano nam, że ten kto uprawia sport, nie musi mieć maski, patrząc na ludzi mijających nas z żoną z kijkami, zastanawiam się: Ależ „sportują” te dwie pogrążone w ploteczkach mamusie z dzieciątkami w wózkach! Ależ „sportuje” ten emeryt stojący z papierosem nad pieskiem, któremu też się nie chce biegać i też nie ma „náhubka”… Różne, przeróżne konkurencje sportu teraz człowiek widzi!

Zastanawiałem się, jaka konkurencja sportowa byłaby najbliższa temu obrazowi z Listu do Hebrajczyków. I pewnie każda by się do tej ilustracji nadawała – ważne, by coś mówiła temu, kto się nad tym zastanawia. Jednak ze względu na niektóre specyficzne słówka w naszym tekście bardzo ciekawie wygląda mi w tym kontekście – jako kibicowi – obraz skoków narciarskich. Ogromna praca, wielkie wyrzeczenia, sport niebezpieczny (no, przy szachach czy brydżu sportowym może co najwyżej człowiekowi wysiąść kręgosłup albo wzrok – też ryzyka)… Ogromną rolę gra psychika – można by powiedzieć, że niektórych szczegółów nie da się tak zupełnie rozumowo ogarnąć. Na przykład, im bardziej zawodnik skupia się na tym, że chce – tym mniej mu wychodzi. Musi osiągnąć pewien „automatyzm” w tym, co dobre… I jest tam w tym obrazie jeszcze coś. Na samym początku wymienieni są kibice. Wielkie mnóstwo świadków wyczynów sportowych! Dziś trybuny muszą być puste. I pewnie widzieliście, że przy skokach organizatorzy robią to tak, że umieszczają telebimy albo plansze ze zdjęciami kibiców, puszczane są nagrania fanów poszczególnych sportowców, z głośników rozlega się nagrany kiedyś za lepszych czasów doping albo sami prowadzący krzyczą „Zeeeeee…!” („ciągnij”) każdemu skoczkowi. Na miejscu kibiców nie widać, no może poza jakąś rodziną z Polski, która nawet na drugim końcu świata potrafi kibicować gdzieś w lesie obok skoczni. Ale miliony oglądają te zawody w telewizji oraz internecie! Nie widać ich, ale to nie znaczy, że nikt nie patrzy, jak zawodnicy skaczą. „Wielki obłok świadków” widzi ich zmagania jeszcze dokładniej, bo z bliska, okiem kamery i na dodatek z fachowym komentarzem ekspertów! Czyż nie jest tak samo z nami, obserwowanymi przez trzymających za nas kciuki świadkami wiary minionych czasów, którzy kiedyś, w swoich latach, sami byli czołowymi zawodnikami?

A potem ciekawostka o „przeszkadzaczach”, o czymś, co człowieka, zawodnika, otacza ze wszystkich stron i aż się na niego klei. Tak jest napisane w naszym tekście. No, chyba niewiele konkurencji jest tak zależnych od wiatru, jak skoki narciarskie. Wystarczy podmuch, którego człowiek nawet nie czuje, którego nawet za bardzo komputer nie jest w stanie zarejestrować, by jednemu pomóc i uczynić jego warunki przy skoku rewelacyjnymi, a drugiemu, nawet genialnemu zawodnikowi, popsuć wszystko! A potem śnieg, śnieżyca. Nawiewa do torów najazdowych i mnóstwo ludzi z dmuchawami musi go wydmuchiwać, bo by się ten śnieg lepił do nart i opóźniał wyjście z progu – a tam musi być „torpeda”! Grzech klei się na nasze narty i opóźnia, i psuje nasze wyjście z progu, nie tylko rzutując na nasz wynik, ale przede wszystkim na bezpieczeństwo. A przy tym nieraz mgła taka, że można ją kroić, na dół na zeskok w ogóle nie widać, zawodnik leci w biel…

Właściwie nie tylko zawodowego sportu to dotyczy. Kiedy ktoś chce na przykład prowadzić zdrowy tryb życia, też nie ma łatwo. Cała rzeczywistość wokół niego go zmusza, żeby się nie ruszał, bo w ramach pracy musi tkwić dziś już niemal bez ustanku przed komputerem, albo gdzieś indziej w „najzdrowszej na świecie” pozycji siedzącej – musi, tego się od niego wymaga. Jak ma zrobić sobie przerwę, żeby pobiegać, poćwiczyć, poruszać się? Nie ma szans. Chce się zdrowo odżywiać? To go od dzieciństwa „bombardują” reklamami najbardziej syntetycznych i najbardziej przesłodzonych lub przesolonych rzeczy do jedzenia, które od słodkości czy słoności tak uzależniają, że potem kubki smakowe muszą dostawać za każdym razem pewną porcję „białego narkotyku”, bo inaczej mózg myśli, że niesmaczne. Chce się trochę w jedzeniu ograniczyć? To go przepisy i programy kulinarne dosłownie „obklejają” ze wszystkich stron, kanałów i fejsbuków, stymulując poczucie głodu. Jasne, ktoś z tego wszystkiego żyje… Wszystko wokół „klei się” do człowieka, jak ten grzech z tekstu, byle nie osiągnął swojego celu.

My však máme běžet, skákat, snažit se. Pisatel epištoly nám v tom dodává odvahu. Povzbuzuje. Život je těžký. Je to jako ve sportu. Trénink chce odhodlání, natož samotný závod! Víra znamená vytrvat; víra totiž není stav, není pozice. Dopracuji se tak vysoko, vydrápu se tak vzhůru a pak se uvelebím. Petr chtěl na hoře proměnění dělat stany, odkryla se před ním budoucnost Božího království, bylo mu tam dobře, zůstal by tam. Ale šli dolů a tam čekal nemocný chlapec. Práce. Nemoc. A záblesk naděje. A zase. Je to stále pohyb, běh, závod.

Přijměme, že se na naší cestě zadýcháme, že to bude vysilující námaha. Že to stojí spoustu sil a potřebujeme dlouhý dech a přijdou úseky, kdy budeme mít dojem, že to musíme vzdát, protože už nemůžeme. Že si raději sedneme vedle cesty a počkáme… Ne. Vytrvejme v běhu, vytrvejme ve víře, v naději. Nevzdávejme se své víry a naděje.

Tyto výzvy mají své opodstatnění. Není to tak, jako když člověku který už nemůže, je na dně, řeknete, ty to zvládneš. Poplácáte jej po zádech, musíš… „Když nemůžeš, pak přidej.“ Nezvládne to. Nemá odkud čerpat. Je sám. Není nic co by ho živilo. Ono krásné Zátopkovo heslo předpokládá, že stále ještě má člověk nějaký skrytý zdroj. Určitě víte, že se mottem Emila Zátopka inspiroval lidr současné kapely Mirai a zpívá v jedné písničce: „Když nemůžeš, přidej víc, zakřič prostě z plných plic, že slovo nejde neexistuje“… Snad si někteří z nás pamatují, jak se ho jednou Karel Šíp ve Všechnopárty na to ptal: Vždyť přeci to člověku nepomůže, když je skutečně v koncích, že mu řeknete – Přidej! Mladý se nějak vykroutil z odpovědi. Víme však, jak se všichni ve skupině sesypali a zhroutili, když bubeníkovi zemřela manželka…

Když nás Boží slovo vybízí, pak nabízí i studnici, odkud čerpat sílu. V předchozí kapitole pisatel zmiňuje ty, kdo osvědčili svou víru. Kdo trpěli pro víru. Byli kamenováni, mučeni, skrývali se v jeskyních, ve vyhnanství. Ti jsou člověče s tebou, kolem tebe, jsi jimi obklopen. Oni už zemřeli, jsou u Boha, ale ve víře jsou kolem tebe. Nechtěj vědět jak to funguje a jak je to možné, věř tomu, oni jsou u Boha, kdysi běželi a věřili jako my dnes. Ti nás drží. To je potěšení. Posila. Špalíry těch kdo zemřeli a osvědčili svou víru.

Ale ten špalír je jistě tvořen i z těch, kdo žijí. Jen se rozhlédněme kolem, copak jsme sami? Kolik lidí tvoří Kristovu církev. Ti o nichž víme i ti, o kterých dokonce nevíme. Kolik darů, kolik síly, kolik dobrých věcí, kolem nás, den co den…

Ale teď to hlavní: při tom běhu smíš zvednout hlavu a dívat se kupředu na Krista. Pomoc nejen od lidí, ale především od Krista. Jeho cesta na kříž, jeho cesta do otevřené věčnosti. On nás vede. Je v čele. Zná cestu. Je doslova, jak mají kraličtí – dokonavatel. Od dokonat, dokončit – avšak slyšíme tam i slůvko dokonalost. Ten který vede k dokonalosti. Dokonáno jest – završeno. Spasení, cesta záchrany je dovršena. Ten Ježíš má moc dovést náš život až k dokonalosti. Do dobrého cíle.

Mohl se radovat a užívat si jako Boží syn. Mohl kývnout ďáblovi a užívat si z lidského hlediska bohatství a pohodlí. Ale on strpěl kříž. Odvážil se hanby a posadil se na pravici Boží. Hutné slovo o Kristu, a pak hned opět odtud vyvěrající potěšení a posílení. Myslete na to, co on všechno musel snést od hříšníků.

Proto si připomínáme vjezd Ježíše do Jeruzaléma. Proto si budeme připomínat cestu do Getsemane, poslední večeři, zradu Petra, výslech a bičování, ukřižování a smrt, a pohřeb Ježíšův a zklamání a beznaděj těch kdo mu věřili. A pak slavné vzkříšení a naděje. Odtud plyne síla pro nás. Smíme zvednout hlavu.

Věříme tomu? Spoléháme se na to, v co doufáme, jsme si jistí tím, v co věříme? Když mluvím s lidmi po pohřbech, na nichž zaznívala naděje z evangelia, naděje v Kristu, odpovídají: Ano, to je ona jiná optika, věříme a cítíme, že se nemusíme bát vlastní smrti – máme děs z umírání, utrpení, ale to jednou pomine. V Kristu však máme perspektivu života, výhled věčnosti. Možná to neprožíváme tak, jak popisuje v jedné své knize známý katolický spisovatel a exercitátor Raniero Cantalamessa. Pro ilustraci vám však pár řádků – jedno svědectví nevěřícího člověka – přečtu.

Správnou odpovědí na smrt je velikonoční tajemství. Kardinál Raniero píše:

„Myslím, že žádný nevěrec by nebyl uražen, kdyby slyšel mluvit o Ježíši Kristu nebo o věčném životě na pohřbu drahé osoby, je-li to doprovázeno opravdovou účastí na jeho bolesti, úctou a především ryzí vírou. Víra, je-li pravá a prožitá, nikdy nikoho nezranila. Naopak, nevěřící je v těchto případech často přiveden k tomu, že si u sebe řekne: Jak by bylo krásné, kdyby se věci opravdu měly takhle! To už je krok k obráceni.

Problémem [je] … něco jiného. My křesťané určitě nehřešíme přehnaným nadšením při vyhlídce na věčný život, ale spíš jeho nedostatkem. Člověk, který se prohlašoval za nevěřícího, svěřil se jednou svému příteli knězi: ‚Já nechodím do kostela. Ale někdy se mi stává, že při úmrtí některého známého musím jít na hřbitov. Tam slyším kněze nebo duchovní správce. Říkají: Tento muž, tato žena vstanou! Rozhlédnu se kolem po lidech. Nikdo nevypadá, že by se zaradoval. Ani se nepohnou. A vím, že to jsou věřící. Já, který v tu pošetilost nevěřím, si přitom říkám, že kdybych tomu věřil, byl by to pro mne ohromný šok. Ale chápete? Znamenalo by to, že bych musel křičet, skákat, rozejít se se vším, co jsem předtím dělal. Kdybych tomu uvěřil, volal bych: Hurá! sláva!, které by zaznívalo až do končin země. A zatím jim to všechno neříká nic a každý zůstává nezúčastněně na svém místě.‘“ (Raniero Cantalamessa: Sestra smrt, Karmelitánské nakl., Kostelní Vydří 1998, s. 40)

Řeknete, že by to byla přehnaná reakce? Asi jo. Je však dobré si uvědomit, jakou máme naději a jaká moc se skrývá v evangeliu o kříži a vzkříšení našeho Pána. Co z ní pro nás plyne, jak velký máme poklad, kterého si mnohdy ani nevážíme a neuvědomujeme si jeho bohatství.

Mysleme na to, co pro nás vykonal Pán Ježíš Kristus – aby nás život i smrt nemusely ubíjet, abychom mohli získávat stále novou sílu a odvahu víry.

Pane, ty jsi okusil co umí lidská zloba i lidská ruka. Dávej nám odvahu jít za tebou a radovat se z toho, že v tobě je plnost všeho. Amen.

jak

jak

Leave a Reply