Choć od jej odejścia minęły już dekady, jej kryształowy sopran spinto wciąż potrafi poruszyć najczulsze struny ludzkiej duszy. Anna German (1936-1982), obdarzona niezwykłym talentem i imponującym, anielskim głosem, do dziś pozostaje jedną z najbardziej fascynujących postaci polskiej kultury. Dla ewangelickich czytelników jej biografia kryje jednak wątki szczególnie bliskie – utkane z protestanckich korzeni, dramatycznych doświadczeń i głębokiego zakorzenienia w wierze, którego trwałym symbolem stało się miejsce jej doczesnego spoczynku.

Włoski sen i dramatyczny przełom

Anna German urodziła się w Urgenczu, na terenie dzisiejszego Uzbekistanu, skąd w 1946 roku wraz z rodziną repatriowała się do Polski. Jej profesjonalna kariera muzyczna nabrała tempa na początku lat 60. Przełomem okazał się występ na festiwalu w Opolu w 1963 roku, który otworzył jej drzwi do ogólnokrajowej estrady i stał się początkiem wielkiej, międzynarodowej kariery.

Jako pierwsza artystka z bloku wschodniego Anna German podpisała kontrakt z włoską wytwórnią płytową CDI. W 1967 roku czarowała publiczność na słynnym Festiwalu w San Remo, śpiewając u boku Domenico Modugno. Włosi pokochali jej interpretacje, w tym przejmujące wykonanie neapolitańskiego klasyka „Torna a Surriento” (Wróć do Sorrento). Sukces płyty o tym samym tytule zwiastował wielką międzynarodową karierę.

Wszystko przerwała tragiczna noc 28 sierpnia 1967 roku. Rozpędzony samochód na włoskiej Autostradzie Słońca uderzył w kamienny mur. Ciało artystki zostało wyrzucone z pojazdu – odnaleziono ją dopiero po kilku godzinach. Diagnoza brzmiała jak wyrok: 49 różnych złamań, w tym liczne złamania kręgosłupa i niemal zerowe szanse na powrót do sprawności.

Przez pięć miesięcy leżała zakuta w gipsowy pancerz, a niezwykle bolesna rehabilitacja zajęła trzy lata. W warunkach domowych troszczył się o Annę i zapewnił jej ogromną pomoc w rehabilitacji przyjaciel Zbigniew Tucholski. W jej mieszkaniu skonstruował specjalny system bloczków i lin, dzięki którym ćwiczyła osłabione mięśnie. Zbigniew wkrótce został zresztą jej mężem. Mimo ogromu cierpienia, artystka powróciła na scenę (ograniczenia i ból starała się z powodzeniem maskować przed publicznością) w roku 1970. Ale to właśnie wówczas, pośród bolesnych doświadczeń, na nowo krystalizowała się jej relacja z Bogiem.

Korzenie i ewangelickie dziedzictwo

Duchowość Anny German nie była nagłym zrywem – wyrastała z bogatej, wielokulturowej tradycji protestanckiej. Jej przodkowie ze strony matki należeli do fryzyjskich menonitów, z kolei dziadek ze strony ojca był pastorem baptystycznym. Wychowywana przez głęboko wierzącą babcię (która z czasem zbliżyła się do adwentyzmu), artystka od dziecka uczyła się modlitwy i szacunku do Słowa Bożego.

U schyłku przedwcześnie przerwanego przez chorobę nowotworową życia Anna German skomponowała poruszające utwory religijne, w tym muzykę do Psalmu 18 oraz Psalmu 23. Znakiem więzi z ewangelicyzmem stał się także sam moment pożegnania artystki. Jej pogrzeb, który odbył się 30 sierpnia 1982 roku, zgromadził tłumy. Uroczystości miały charakter ponadwyznaniowy, a nad trumną modlił się m.in. zaprzyjaźniony z artystką wybitny poeta, katolicki duchowny ks. Jan Twardowski.

Anna German spoczęła na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie przy ul. Żytniej (kwatera 3, rząd 4, grób 9). Na skromnej płycie nagrobnej wyryto słowa z ukochanego przez nią Psalmu 23: „Pan jest pasterzem moim”. Ta inskrypcja w ewangelicko-reformowanej przestrzeni przypomina, że choć ziemski pieśniarz milknie, jego pieśń chwały trwa na wieki.

Torna a Surriento

Spacerując w połowie października po pięknej nadmorskiej miejscowości Sorrento, spoglądając z centrum na ogrody „dotykające nieba” czy z góry na panoramę miasta zwieńczoną potężną sylwetą (wciąż czynnego) Wezuwiusza, piszący te słowa nie mógł nie nucić pieśni z repertuaru Anny German, za której sprawą jest ona identyfikowana. Utwór „Wróć do Sorrento” w oryginale został napisany w języku neapolitańskim, czyli – w wielkim uproszczeniu – miejscowym „po naszymu”. Nazwa miasta ma w nim postać „Surriento”, choć wersja w oficjalnym języku włoskim, to Sorrento.

Anna German wykonywała ten utwór zarówno w oryginalnej, neapolitańskiej wersji językowej, jak i z polskim tekstem (w tłumaczeniu Wincentego Rapackiego), a także w wersji angielskiej. Utwór skomponowali bracia Ernesto i Giambattista De Curtis na przełomie XIX i XX wieku. Piosenka stała się jednym z największych światowych standardów muzycznych, wykonywanym przez takich artystów jak Enrico Caruso, Luciano Pavarotti czy nawet Elvis Presley (w anglojęzycznej aranżacji „Surrender”).

Wizyta premiera i wielki problem miasteczka

Historia tej pieśni to doskonały przykład wielkiego, włoskiego sprytu i politycznego marketingu. Choć utwór brzmi jak rozdzierające serce wyznanie miłosne skierowane do odchodzącej ukochanej osoby, w rzeczywistości powstał jako piosenka-petycja do włoskiego premiera, która miała na celu… wyremontowanie lokalnych dróg oraz otwarcie urzędu pocztowego. Oto jak do tego doszło.

We wrześniu 1902 roku Sorrento (wtedy małe, urokliwe, ale mocno zaniedbane miasteczko) odwiedził ówczesny premier Włoch, Giuseppe Zanardelli. Zatrzymał się w luksusowym Imperial Hotel Tramontano, którego właścicielem był ekscentryczny burmistrz Sorrento, Guglielmo Tramontano.

Miasteczko borykało się wtedy z ogromnymi problemami infrastrukturalnymi – drogi były dziurawe, brakowało sprawnej łączności, a mieszkańcy masowo emigrowali za chlebem do Ameryki. Burmistrz desperacko potrzebował funduszy rządowych, ale wiedział, że zwykłe urzędowe pisma utkną w rzymskiej biurokracji. Postanowił uderzyć w czułą, włoską strunę – poprzez muzykę.

Piosenka napisana w kilka godzin

Burmistrz Tramontano przypomniał sobie, że w jego hotelu jako dekorator wnętrz i malarz pracuje Giambattista De Curtis – utalentowany poeta i autor tekstów. Burmistrz wezwał go i nakazał stworzyć wraz z młodszym bratem, kompozytorem Ernesto De Curtisem, utwór który wzruszy premiera na pożegnanie.

Bracia De Curtis wzięli na warsztat szkic melodii, który mieli już przygotowany kilka lat wcześniej. Giambattista napisał neapolitańskie słowa, które z pozoru brzmią jak płacz porzuconej kochanki:

„Spójrz na te ogrody, poczuj zapach pomarańczy…

A Ty mówisz: ‚Odchodzę, żegnaj!’…

Nie odchodź, nie zadawaj mi takiego bólu!

Wróć do Sorrento, pozwól mi żyć!”

W rzeczywistości ten „odchodzący ukochany”, którego miasto błaga o powrót i o to, by nie zostawiał go w nędzy, to właśnie premier Zanardelli, który następnego dnia wsiadał na statek do Rzymu. Piosenka miała mu przypominać o pięknie Sorrento i o tym, że bez jego pomocy (i rządowych pieniędzy) to miasto po prostu umrze.

Czy ten sprytny plan zadziałał?

Zadziałał perfekcyjnie. Kiedy premier opuszczał hotel i zmierzał w stronę portu, muzycy i mieszkańcy zaśpiewali mu premierowo „Torna a Surriento”. Choć neapolitański różni się od standardowego włoskiego (opartego na dialekcie toskańskim), ma z nim ogromną liczbę wspólnych rdzeni słownych. Słowa takie jak mare (morze), Surriento (Sorrento), core (serce), prufumo (zapach), terra (ziemia) czy parto (wyjeżdżam) brzmią w obu językach niemal identycznie. Prawnik i wykształcony polityk, jakim był Zanardelli, bez problemu wyłapał z tekstu główny sens. Był tak głęboko poruszony pięknem melodii i dramatyzmem wykonania, że po powrocie do Rzymu dotrzymał słowa i przyznał Sorrento fundusze. W miasteczku w końcu wyremontowano drogi i wybudowano upragniony urząd pocztowy.

Trzy lata później, w 1905 roku, bracia De Curtis oficjalnie zarejestrowali utwór. Nikt już wtedy nie pamiętał o dziurawych drogach i premierze – świat usłyszał w tym utworze po prostu jedną z najpiękniejszych pieśni o miłości, jaką kiedykolwiek skomponowano.

jak

Foto: Wikipedia

 

jak

jak