Hbr 12,12-18.22-25a

„Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony. Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie zobaczy Pana. Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, aby jakiś korzeń gorzki, który rośnie w górę, nie spowodował zamieszania, a przez to nie skalali się inni, i aby się nie znalazł jakiś rozpustnik i bezbożnik, jak Ezaw, który za jedną potrawę sprzedał swoje pierworództwo. A wiecie, że później, gdy chciał otrzymać błogosławieństwo, został odrzucony, nie znalazł bowiem miejsca na nawrócenie, choć go szukał ze łzami. Nie przystąpiliście bowiem do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy. Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż [krew] Abla. Strzeżcie się, abyście nie stawiali oporu Temu, który do was przemawia.”

Kochani, mamy przed sobą wspaniale głęboki tekst Słowa Bożego, najpierw jednak chciejmy popatrzeć na niego z zewnątrz i zadać sobie pytanie, dlaczego mamy go jako wyznaczony do kazania na dzisiejszą niedzielę. Przeżywamy kolejne niedziele po święcie Objawienia Jezusa jako Zbawiciela poganom, czyli z greki święcie Epifanii. Słowo Boże, które czytamy, po kolei prowadzi nas przez różne takie objawienia, odsłony tego, kim jest Jezus. Pamiętajmy, że na samym początku mieliśmy owych trzech magów ze Wschodu, o których w tym roku nie czytaliśmy, bo były innego rodzaju okoliczności zborowe – ale w pamięci tę historię przecież wszyscy mamy. Tam Jezus występował jeszcze jako niemowlątko. Kolejne niedziele ukazują nam Go już inaczej. Dziś w Starym Testamencie czytaliśmy o tym, jak Pan Bóg objawiał się Mojżeszowi, że chwała Pańska, istota tego, kim i jakim jest Bóg, spaliłaby człowieka, dlatego nie może oglądać Jego oblicza – ale może przed człowiekiem przejść to, jakim Bóg jest dla nas, że jest miłosierny, że chce dla nas dobrze, że jest „po naszej stronie”, a przed samym sednem Jego istoty On sam człowieka zasłania, by Go widział że tak powiem „z tyłu”. Po śladach. I my też dziś po takich śladach Bożych objawień chcemy pójść. To, że Bóg objawia się w zmiłowaniu i uczynieniu dobra człowiekowi w potrzebie, widzimy także w ewangelii o cudzie w Kanie Galilejskiej. I to nam jeszcze też potwierdza pewną fajną prawdę, że dla Boga nie ma „zbyt mało świętych” modlitw czy próśb ani zbyt błahych spraw. Z każdą nawet najbardziej powszednią sprawą możemy do Niego przyjść, bo On właśnie tam chce ukazywać, jaki jest.

Słowo z Listu do Hebrajczyków pokazuje natomiast wyższość tego, jakie kontakty i relacje z Bogiem my możemy przeżywać w stosunku do uczestników Starego Przymierza. Pamiętajmy, że autor pisze o tym do chrześcijan właśnie z Żydów – tym większy jest ładunek treściowy i emocjonalny tych słów dla ludzi, którzy w tamtym Przymierzu wyrośli i czuli się jego partycypantami. Ja sobie pozwolę ten fragment raz jeszcze przeczytać za chwilę po czesku, bo po polsku już słyszeliśmy i dam głowę, że żeśmy większość po drodze zgubili lub czegoś nie zauważyli.

Z tyłu głowy miejmy to, że kiedy Bóg nadawał swojemu ludowi przymierze, towarzyszyły temu potężne i przerażające zjawiska. Gdy Bóg mówił, ludzie wręcz prosili, by już więcej nie przemawiał, tak wielkie i przerażające to było dla ludzkich zmysłów; że nie wspomnę o tym, co było widać. Nawet żadne zwierzę nie mogło podejść do góry, na której Bóg nadawał swojemu ludowi przymierze. I teraz słuchajcie: „Byla to tak hrůzná podívaná, že i Mojžíš řekl: Jsem zděšen a celý se třesu. ALE vy jste přistoupili k hoře Sionu a k městu živého Boha, k nebeskému Jeruzalému a k nesčíslnému množství andělů, svátečnímu shromáždění, a k obci prvorozenců, kteří jsou zapsáni v nebi, k Bohu, Soudci všehomíra, a k duchům spravedlivých, kteří byli učiněni dokonalými, k Ježíšovi, prostředníku nové smlouvy a k očišťující krvi, která je výmluvnější než krev Ábelova. Dávejte pozor, abyste neodmítali naslouchat Tomu, jenž mluví. Jestliže totiž ti, kteří odmítli naslouchat tomu, jenž vyhlašoval výroky na této zemi, neunikli potrestání, oč spíše mu neunikneme my, jestliže se odvrátíme od Toho, jenž mluví z nebes.“

Kontrast jest tedy nie tyle między Starym a Nowym Przymierzem, nie tyle między Mojżeszem a Chrystusem, ile pomiędzy tymi, którzy wtedy byli lekkomyślni i dobroć Bożą odrzucili, a tymi, którzy odtrącą tę łaskę, której dostaje im się w Jezusie Chrystusie. Jeśli przejawem najwyższej głupoty i lekkomyślności było pozbawienie się tamtego związku z Bogiem, o ileż bardziej głupim i godnym zatracenia stałby się ktoś, kto by odtrącił zbawienie w Chrystusie i ten rodzaj dostępu do Boga, o którym dziś czytamy! Tu nie jest napisane, że Bóg chce kogoś zatracić, ale że można być tak nieuważnym, lekkomyślnym i głupim, by tym pogardzić. Ciekawe słowa. Za chwilę to zobaczymy na przykładzie Ezawa i jego soczewicy.

Od początku rozdziału autor używa metafory treningu – takiego, jakie my znamy, sportowego. Najwidoczniej ówczesnym odbiorcom listu musiał być także taki język bliski, podobnie jak i nam. Ileż to wyrzeczeń, trenowania nie tylko ciała, ale i ducha ludzkiego wymaga przygotowanie do zawodów sportowych. Od piątku jesteśmy świadkami Pucharu Świata w skokach narciarskich w Wiśle Malince, czyli zupełnie „rzut beretem” od nas, wiele osób udaje się tam, by obserwować zmagania na żywo, inni śledzą w telewizji. By osiągnąć rezultat w sporcie – ale także w każdej innej dziedzinie życia – trzeba, by „wytrenowany” był cały człowiek, nie tylko jego strona fizyczna, ale duch, dusza i ciało. Niekiedy sportowiec czuje się zrezygnowany i najchętniej chciałby tym wszystkim rzucić, bo wyników jak nie widać, tak nie widać. Czasami w życiu duchowym i trenowaniu moralności też czujemy się tak samo. Ale jeżeli cofniemy się z tej drogi, jeżeli zrezygnujemy, popełnimy największą głupotę z możliwych. Tak mniej więcej argumentuje apostoł w swoim liście. I zachęca: „Dlatego opuszczone ręce i sparaliżowane kolana znowu wyprostujcie”. Po czesku by się to dało określić jednym słowem: „Neklesejte!“

Kochani, przypomnijcie sobie taką sytuację: jesteście po całym dniu pracy, ręce i ramiona naprawdę bolą… Nogi bolą tak, że aż drżą w kolanach. O tym pisze apostoł. Nabierzcie znowu siły w kolanach i w rękach, bo wasze dzieło warte jest tego wysiłku. I dosłownie: waszymi nogami, tym jak idziecie, czyńcie swoje drogi prostymi. Bo pójdzie za wami chromy i coś sobie zwichnie. Albo wy sami doznacie kontuzji. Myślę, że chodzi tu o osiągnięcie naturalnej powtarzalności w tym, co dobre. Bo człowiek sam od siebie czasami próbuje coś przekombinować. Taki skoczek narciarski osiąga mistrzowską formę wtedy, kiedy skok po skoku, każdy kolejny, jest doskonały. Ja myślę, że o takich doskonałych ścieżkach moralnych pisze tutaj apostoł. Tak, trzeba przeanalizować co i jak. Ale właściwie to jest bardziej rola trenera niż zawodnika. A tu w życiu duchowym tym trenerem jest sam Bóg. Zawodnik ma zrobić to, co ten najlepszy trener mu mówi. Jasne, że ma rozumieć, jak i po co to robi. Ale ma po prostu takim być, ma po prostu robić swoje. My nie mamy kombinować i czekać, aż będziemy doskonali duchowo i moralnie, by prowadzić swoje chrześcijańskie życie, by żyć według przykazań, by iść za Chrystusem. Jeśli trenowaliście kiedyś jakiś sport, to wiecie, że nie można nad tym główkować i dumać, tylko to czynić! Raz, drugi, trzeci się może nie uda, ale nie zniechęcać się, nie upadać. Ja mam to samo ze śpiewem. Nasz kochany dyrygent Jasio Marek mi to wiele razy powtarzał na próbie; nie wiem czy kojarzycie, o czym mówię. O, on jest wspaniałym „trenerem” pod względem muzycznym, jakaż szkoda, że nie ćwiczymy teraz jako chór… Bardzo tego brakuje. Pamiętacie, co on mi osobiście zawsze mawiał? Ja się kręciłem i mówiłem: Zagraj mi to proszę jeszcze raz, ja tego nie umiem zapamiętać, nie umiem tego właściwie wyśpiewać. A on mawiał jedno: „Nie myśl, tylko śpiewaj!”

Nie główkuj, trenuj! Nie kombinuj, że jesteś za słaby, że te normy Boże dla życia ludzkiego zbyt wielkie – ty nimi po prostu żyj! Żyj z Bogiem, chodź z Nim, biegaj, skacz – w zależności, jakie jest twoje powołanie. Bądź Bożym człowiekiem, Bożym mężczyzną, Bożą kobietą. Żyj życiem z Bogiem, niech siła na nowo wstąpi w twoje mięśnie i stawy. Niech ci nie będzie wszystko jedno. Bo był jeden taki, który był zmęczony i zrezygnowany, i źle na tym wyszedł.

Ten ktoś, to Ezaw. Starszy syn Izaaka. „Pada na twarz” po wyczerpującym wysiłku – on akurat był myśliwym, ale możemy sobie siebie samych wyobrazić po naszych wyczerpujących obowiązkach, niekoniecznie właśnie po nieudanym polowaniu. W Biblii też mamy, okazuje się, programy kulinarne. O młodszym Jakubie czytamy, że z lubością oddawał się pracom domowym, między innymi gotowaniu. I wiecie co, ja sobie tak myślę, że właśnie w tym jest różnica pomiędzy tymi dwoma braćmi. Jakub jest błogosławiony, bo to co robi, mu sprawia radość. Bo to czyni z pasją. Właśnie ugotował super obiad. I na pewno cieszy się tym, że będzie smakował nie tylko rodzicom, ale także temu zmęczonemu Ezawowi. A Ezaw jest zrezygnowany. Myśli sobie, że jego wysiłki są na nic. I na niczym mu już nie zależy. Mówi, że umiera z głodu – tak o tym dosłownie czytamy. Nie umiera. Ale to nie jest tylko przenośnia – on się tak naprawdę czuje. Nie ma w nim siły ani ochoty do życia. I dziś nam apostoł pisze: za jedno jedzenie rezygnuje ze swojego powołania. Komentatorzy żydowscy wyraźnie to podkreślają: to nie Jakub jest oszustem, który wyłudza na niedowidzącym ojcu błogosławieństwo bycia ważnym w Bożym planie. To temu, który mógł być tym ważnym, tak bardzo było wszystko jedno, że potrafił to sprzedać za jedno danie obiadowe. Biblia nam przedstawia te dwie postaci i właściwie od początku jest jasne, że bardziej błogosławionym będzie nie ten, który by niby to miał być do tego powołany, ale mu nie zależy – tylko ten młodszy, któremu zależy naprawdę!

O ileż większa stawka jest w grze, gdy chodzi o nasze powołanie. „Živý Bůh, sváteční shromáždění, obec prvorozenců, kteří jsou zapsáni v nebi, krev Kristova, jež dokonale očišťuje… Drugi język tłumaczy wyraźniej. Nie główkuj, idź za Chrystusem, nie kombinuj, żyj z Bogiem! Każdy krok, każdy skok jest na wagę złota, nawet choćby był nieudany, bo cię wzmocni, bo ci pomoże nie popełniać tych samych błędów, bo cię wytrenuje i doprowadzi do mistrzowskiej formy na spotkanie z Chrystusem w Jego Królestwie!

Tego sobie i wam z całego serca życzę!

jak

jak