Łk 17,5-6

I rzekli apostołowie do Pana: Przydaj nam wiary. A Pan rzekł: Jeślibyście mieli wiarę jak ziarno gorczyczne, i rzeklibyście do tego figowca: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, usłuchałby was.

Dzisiejszy króciutki tekst kazalny mówi o wierze. Dla chrześcijanina powiedzieć „wiara” oznacza powiedzieć wszystko, także z tą smutną możliwością, że nie powie się nic. Na szczęście, jak to często bywa z Bożymi sprawami, „wszystko” można zdobyć w całości także za pomocą części (w jednym z komentarzy przeczytałem na ten temat piękne zdanie, że przecież i w Wieczerzy Świętej całe Ciało Chrystusa przyjmuje się w każdej z hostii). Ktoś inny przyrównał wiarę do spoglądania w niebo przez otwór strzelniczy w zamku. Otworów lub okien może być wiele, ale przez każde z nich widzi się to samo niebo; wystarczy więc jedno. Oznacza to, że nie musimy z naszego rozważania uczynić usystematyzowanego traktatu o wierze, możemy poprzestać na uchyleniu kilku rąbków dotyczących jej tajemnicy – po prostu przyjrzeć się jej przez to, co odsłania nam dzisiejsze Słowo Boże.

Mówimy o oknie otwartym w stronę nieba. Nie jest to tylko metafora, to przypomnienie o podstawowej prawdzie, która pozwala nam uchwycić, jaka jest nasza sytuacja wobec wiary. Za życia przebywamy jakby w tym wspomnianym zamku (Platon mówił nawet, że żyjemy w jaskini, do której promienie słoneczne nie docierają bezpośrednio, a rzeczy są widziane jakby w lustrzanym odbiciu). Wiara daje nam okazję do przekroczenia tych barier, do wyjścia na zewnątrz, jest odpowiedzią na potrzebę wolności i nieskończoności, którą nosimy w sercu.

Mówi się, że gdy pierwszy misjonarz chrześcijański stanął na angielskiej ziemi, król bardzo zakłopotany zwołał najmędrszych ludzi królestwa, by zdecydować czy ma przyjąć, czy też odrzucić tę nową naukę. Podczas narady wstał pewien mąż i rzekł: „Królu, wyobraź sobie, że siedzisz za stołem z twoimi książętami i wasalami. Jest zima. W sali jest ciepło, na kominku płoną drwa. Na zewnątrz szaleje zamieć, zacina śnieg z deszczem… W pewnej chwili mały ptaszek przelatuje przez salę, wlatując z jednej strony i wylatując z drugiej. Przez tych kilka chwil, kiedy przebywa w sali, nie odczuwa chłodu, ale ledwo zniknie sprzed twoich oczu, znów ogarnia go zimowy mrok. Według mnie coś podobnego dzieje się z naszym ludzkim życiem. Nie wiemy, co było przed nim i nie wiemy też, co nastąpi. Jeśli ta nowa nauka może nam dać pewność co do tego, to warto ją przyjąć” (Beda Czcigodny). Ten ptak przemierzający przez krótki czas salę i znikający w mroku jest prostym i pięknym obrazem tego, czym jest człowiek wobec wiary.

Słowo Boże uchyla nam rąbka tajemnicy dotyczącej wiary. U proroka Habakuka znajdujemy słynne zdanie, które cytuje potem apostoł Paweł w Liście do Rzymian: „Sprawiedliwy z wiary żyć będzie”. Pierwotnie słowa te odnoszące się do konkretnego wydarzenia historycznego oznaczały, że sprawiedliwy (to znaczy mieszkaniec Judy) dzięki swej wierności wobec Boga przetrwa chwile niepowodzeń i uratuje się, gdy tymczasem nieprawy (chaldejski najeźdźca) zostanie zmieciony z powierzchni ziemi. My jako chrześcijanie nie możemy jednak nie wziąć pod uwagę znaczenia, które nabrało to zdanie dla nas w interpretacji apostoła Pawła, dla którego powiedzenie „sprawiedliwy z wiary żyć będzie” oznacza, że usprawiedliwienie i życie wieczne otrzymuje się wyłącznie dzięki wierze w Jezusa Chrystusa (por. Rz 1,16; Ga 3,11). Już nie ogólna postawa przyjęcia Boga i wierności Jemu, ale przystąpienie do konkretnego wydarzenia, do Jezusa Chrystusa, który „który został wydany za grzechy nasze i wzbudzony z martwych dla usprawiedliwienia naszego” (Rz 4,25).

Podobnie pisze Jan w swoim liście: „Zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza” (1 J 5,4). Także i w tym przypadku nie chodzi o wiarę jako taką, ale o wiarę w Jezusa Chrystusa. „A któż może zwyciężyć świat, jeżeli nie ten, który wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?” – czytamy dalej (1 J 5,5). W słowach tych apostoł wyraził doświadczenie dotyczące wiary, jakie Kościół zebrał w ciągu swoich sześćdziesięciu czy siedemdziesięciu lat istnienia: wiara w Jezusa rzeczywiście zwyciężyła świat! Zwyciężyła świat żydowski szczycący się swoim Zakonem; zwyciężyła świat grecki chlubiący się swą mądrością, zwyciężyła świat rzymski uważający się za niezwyciężony dzięki swej potędze; a zwyciężyła bez przemocy – przez męczeństwo. Uczniowie Jezusa ze zdumieniem i radością zauważyli, że ten, który jest w nich – Jezus – jest mocniejszy od świata (por. 1 J 4,4).

W ten sposób dotarliśmy do Ewangelii: „Jeślibyście mieli wiarę jak ziarno gorczyczne, i rzeklibyście do tego figowca: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, usłuchałby was”. Te słowa Jezusa wysłuchane po świadectwie Jana nabierają nowego znaczenia. Wiara w Jezusa rzeczywiście przesadziła potężne drzewa, skruszyła góry; Jego moc okazała się nie do pokonania. Jeślibyście mieli wiarę! Takie zdania w ustach Jezusa, gdy się zastanowić, są czymś tajemniczym i wstrząsającym, Bóg bowiem mówi posługując się trybem warunkowym! On, Stwórca nieba i ziemi, zatrzymuje się przed kruchą barierą ludzkiej wolności, którą sam ustanowił. Nie posuwa się dalej, jedynie prosi nas. Tego, kto rzeczywiście miłuje Jezusa, słowa te palą, przynaglają, napawają lękiem. Rozumiemy bowiem, że znajdujemy się w tajemniczym punkcie, w którym wszechmoc Boża spotyka się z ludzką wolnością.

Słowo Boże uchyliło nam nieco rąbka tajemnicy dotyczącej wiary. Spróbujmy teraz pogłębić i ująć w jedną całość różne elementy, o których wspomnieliśmy. Aby móc to uczynić niezbędne jest porównanie Starego Testamentu z Nowym. Co dostrzegał pobożny Izraelita patrzący przez pryzmat wiary? To, że Jahwe wyprowadził swój naród ręką mocną i wyciągniętym ramieniem; patrząc dalej widział Boga zawierającego na Synaju Przymierze i odnawiającego obietnice uczynione Abrahamowi, których wypełnienia się oczekiwał on sam i cały naród. A więc wizja Boga w historii i historii w Bogu. Tak wyglądała wiara pobożnego Izraelity w czasach proroków.

Zadajmy teraz to samo pytanie nam samym: Co widzi chrześcijanin, kiedy modląc się, medytując, studiując Słowo Boże patrzy przez pryzmat wiary? Widzi Jezusa Chrystusa umarłego i zmartwychwstałego dla niego, dającego mu w Kościele swego Ducha i swoje zbawienie! Jego wiara jest wiarą w Jezusa; Jezus jest jej duszą i celem. Wiara zasadza się na tym, że wierzymy, iż Bóg działa w Jezusie z Nazaretu, że zaangażował się po stronie Jezusa, że sprawa Jezusa jest także w pełni sprawą Boga. Wyznanie wiary, które zmawiamy podczas nabożeństwa, narodziło się jako credo chrystologiczne, czyli wyznanie wiary w serię wydarzeń, których bohaterem jest Jezus z Nazaretu narodzony z Marii, umęczony pod Poncjuszem Piłatem, zmartwychwstały dnia trzeciego, zasiadający po prawicy Ojca. Wiara jest zasadniczo odpowiedzią na zwiastowanie dotyczące Jezusa: „Jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz” (Rz 10,9). Jezus jest słońcem naszej wiary; jak słońce oświeca ziemię, tak On oświeca wiarę, ogrzewa ją, łączy i sprawia, że przynosi ona owoce.

Czy zatem chodzi tu o inną wiarę niż wiara Starego Testamentu albo o wiarę w innego Boga? Nie, tylko że Bóg wyjścia z Egiptu i Bóg Przymierza stał się Bogiem nowego wyjścia z Egiptu oraz nowego i wiecznego Przymierza; Bóg Abrahama stał się „Bogiem, którzy wzbudził Jezusa Chrystusa z martwych”. Wspólne dla Starego i Nowego Testamentu jest to, że przedmiot wiary – to, w co wierzymy – nie jest martwą rzeczą, ale rzeczywistością żyjącą; nie jest rzeczą czy przedmiotem, ale jest Osobą. To Bóg osobiście objawił się i dokonał zbawienia w historii. My więc nie wierzymy w serię oderwanych prawd, ale w Tego, który je objawił i urzeczywistnił. Nasze obecne Credo precyzyjnie rozróżnia to, w kogo wierzymy (Ojciec, Jezus Chrystus, Duch Święty), od tego, w co wierzymy: wcielenie, Kościół, życie wieczne… Nie powinniśmy umieszczać tego wszystkiego na jednej płaszczyźnie, ponieważ mogłaby nam wówczas umknąć rzecz najważniejsza, a mianowicie to, iż wiara jest przede wszystkim spotkaniem mojego ludzkiego „ja” z Bożym „Ty”; akt wiary może dać tylko osoba osobie.

Mówiąc o wierze, Jezus w dzisiejszej „miniprzypowieści” posługuje się symbolem ziarna gorczycy. Egzegeci nie są zgodni o jaki gatunek południowej gorczycy chodzi Jezusowi. Najczęściej przyjmuje się odmianę gorczycy czarnej, która osiąga wysokość 3-4 metrów albo gorczycy perskiej osiągającej jeszcze dwukrotnie wyższą wielkość. Z racji swych rozmiarów może ona uchodzić za drzewo, a ptaki chętnie szukają schronienia w jej cieniu. Natomiast ziarenko gorczycy to kuleczka o średnicy 1,5 mm. Nie jest to najmniejsze znane na ziemi ziarno. Mniejsze jest np. ziarnko maku. Jednak zarówno u Żydów, jak i u Greków znane było przysłowie związane z ziarnkiem gorczycy: mówiło się, że coś jest „małe, jak ziarnko gorczycy”. Jezus posługuje się tym przysłowiem, by ukazać moc wiary: „Jeślibyście mieli wiarę jak ziarno gorczyczne, i rzeklibyście do tego figowca: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, usłuchałby was”.

Wystarczy więc tak niewiele. Wystarczy mała raczkująca wiara, a Bóg „wykorzystując ją” czyni rzeczy wielkie. Ponadto wiara zakłada rozwój. Wiara mała jak ziarno gorczycy może rozwijać się w kierunku dojrzałej, świadomej, głębokiej. Wiara jest darem, łaską ale równocześnie zadaniem. Nie jest wartością, którą zachowuje się do końca niezmiennie. Wiara głęboka, zaangażowana, świadoma wymaga czystego serca, hojności, cierpliwości i wielkiego zaufania Bogu. Taka wiara oczyszcza się i umacnia poprzez doświadczenia i próby życiowe, nieraz bardzo bolesne.

Jaka więc jest moja wiara? Czy jest świadoma, zaangażowana, głęboka? Czy ulega rozwojowi, stagnacji czy może obumiera? Czy służę innym bezinteresownie? Czy umiem i chcę zaakceptować, aby mi czasem służono? Czy jest we mnie pokora, która pozwala uznać, że czasem jestem ubogi, słaby, potrzebujący pomocy? Czy też uważam, że muszę być zawsze silny i mieć wszystko pod kontrolą? Czy mam świadomość, że „bez Boga nic, a z Nim wszystko”?

Jeślibyście mieli wiarę! Bóg żąda od nas wielkiej rzeczy i wie o tym; niekiedy zdaje się nawet, że żąda rzeczy ponad nasze siły, czyli żebyśmy „wierzyli wbrew nadziei” jak Abraham (por. Rz 4,18). On jednak i w tym nas uprzedził; nie domaga się od nas niczego, czego by sam jako pierwszy nie uczynił dla nas. On uwierzył w nas, zaufał nam, a dał temu wyraz stwarzając nas wolnymi. Zaryzykował, że będzie się musiał bać o nas, lękać, że będzie musiał nas na zawsze potępić z powodu naszego grzechu, co dla każdego ojca jest najstraszliwszą ze wszystkich rzeczy. A nawet powierzył nam swego Syna umiłowanego, w którym ma upodobanie, mówiąc sobie: „Uszanują mojego syna!” (Mk 12,6). Jeśli to nie jest wiara, jeżeli to nie jest zaufanie, to czym w takim razie jest? Oto dlaczego nie możemy oskarżyć Boga, że wymaga od nas rzeczy zbyt trudnej, kiedy mówi nam, byśmy z wiarą rzucili się w Jego ramiona.

Nadszedł jak zawsze czas na konkretne wskazówki dotyczące naszego dzisiejszego rozważania. Uczyńmy dziś po prostu naszą prośbę apostołów: „Przydaj nam wiary!” Wiara, o której mówiliśmy, jest wyborem człowieka, ale przede wszystkim jest Bożym darem; dlatego uczy się jej na kolanach. Powtórzmy za człowiekiem z Ewangelii: „Wierzę, Panie, pomóż niedowiarstwu memu!” Naucz mnie wierzyć; daj mi serce godne Twego wyznawcy!

W odpowiedzi na Słowo Boże wyznajmy teraz wspólnie naszą wiarę w Boga słowami wyznania apostolskiego:

Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi. I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Marii Panny, umęczon pod Poncjuszem Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał, wstąpił na niebiosa; siedzi po prawicy Boga, Ojca Wszechmogącego, skąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, społeczność świętych, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny. Amen.

jak

jak

Leave a Reply