Iz 5,1-7

Zaśpiewam mojemu ulubieńcowi ulubioną jego pieśń o jego winnicy. Ulubieniec mój miał winnicę na pagórku urodzajnym. Przekopał ją i oczyścił z kamieni, i zasadził w niej szlachetne szczepy. Zbudował w niej wieżę i wykuł w niej prasę, oczekiwał, że wyda szlachetne grona, lecz ona wydała złe owoce. Teraz więc, obywatele jeruzalemscy i mężowie judzcy, rozsądźcie między mną i między moją winnicą! Cóż jeszcze należało uczynić mojej winnicy, czego ja jej nie uczyniłem? Dlaczego oczekiwałem, że wyda szlachetne grona, a ona wydała złe owoce? Otóż teraz chcę wam ogłosić, co uczynię z moją winnicą: Rozbiorę jej płot, aby ją spasiono, rozwalę jej mur, aby ją zdeptano. Zniszczę ją doszczętnie: Nie będzie przycinana ani okopywana, ale porośnie cierniem i ostem, nadto nakażę obłokom, by na nią nie spuszczały deszczu. Zaiste, winnicą Pana Zastępów jest dom izraelski, a mężowie judzcy ulubioną jego latoroślą. Oczekiwał prawa, a oto – bezprawie; sprawiedliwości, a oto – krzyk.

Kiedy jeszcze można było bez testu dostać się na polską stronę, jadąc od Dębowca do Cieszyna zjechałem w ubiegłym tygodniu z głównej drogi, by zobaczyć – tak z ciekawości – co też dzieje się w zamku hrabiny Thun-Hohenstein w Kończycach Wielkich. Może niektórzy z was znają zamek w Kończycach Małych, a właściwie to, co z niego pozostało, bo to tylko kawałki muru – w czasie przed pandemią była tam popularna restauracja, wielu z naszej strony granicy organizowało tam imprezy rodzinne albo zamawiało stamtąd cateringi. Ale ja mówię o Kończycach Wielkich, gdzie jest w pełni zachowany pałac we francuskim barokowo-klasycystycznym stylu, otoczony pięknym krajobrazowym parkiem ze sztucznym stawem. Za komuny służył przez lata jako dom dziecka. Został odebrany prawowitej właścicielce, która została z niego wyrzucona, choć zapisała się w pamięci mieszkańców Kończyc Wielkich i całego Śląska Cieszyńskiego jako „Dobra Pani”. Była wielką filantropką, fundatorką jednego z pawilonów Szpitala Śląskiego w Cieszynie. Po wojnie mieszkała niezwykle skromnie w jednym jedynym pokoiku w willi przy dzisiejszej ul. 3 Maja – jak byśmy szli od granicy, od Mostu Wolności do góry, to ostatni dom po prawej przed zakrętem i piekarnią PSS-u, nad tym „szutrowym” parkingiem.

Okazało się, że obecny właściciel pałacu w Kończycach Wielkich założył tam w ubiegłym roku winnicę „Chateau Kończyce”, dokonując 2700 nasadzeń siedmiu odmian winorośli, czterech odmian białych i trzech czerwonych, dlatego jest to miejsce nazywane „biało-czerwoną winnicą”. W roku 2023 ma być pierwszy zbiór. Kiedy będzie można, w zamku ma powstać także hotel i muzeum, a w okolicy szlak winiarski. Czemu o tym mówię? Bo chyba mało kto dziś wie, że od XIV do XVIII wieku taki szlak winiarski był w okolicach Cieszyna i Karwiny, winorośl hodowano w samym Cieszynie, do dziś jedna z dzielnic nazywa się Winogrady, dawniej jeszcze mnisi hodowali winorośle na zboczu nad Olzą, gdzie dziś rozpościerają się zabytkowe budynki tzw. Nowego Miasta. Winorośl hodowano także we Frysztacie oraz w Piotrowicach koło Karwiny. Tablice przy zamku kończyckim oraz wywiad w internecie z właścicielem mi o tym przypomniały. Właściwie parę lat temu mówiliśmy o Kościelcu w Cierlicku, gdzie była podobna inicjatywa hrabiego Larischa; do dziś nad winnicą – później przekształconą w ogród i sad – wznosi się tzw. „larischowski belweder”, który kończył mur okalający ogrody. Podobnym murem chroniącym przed niechcianą wizytą otoczył swoją winnicę właściciel z naszego tekstu. Tyle, że w odróżnieniu od pana Lipskiego z Kończyc, nasadził – jak czytamy – wyłącznie sorék czyli czerwoną, dosł. purpurową odmianę. Wykuł w skale tłocznię na moszcz i postawił kamienny budynek, w którym – jak na Kościelcu – można było nawet mieszkać, zwłaszcza w sezonie intensywnych prac. Właściciel włożył w to mnóstwo wysiłku i serca, winnica była jego miłością, a ożywiała go nadzieja na bardzo dobry zbiór i na wspaniałe wino, które będzie nagrodą za wszystkie trudy. Nadzieję tę podkreśla trzykrotne użycie w tekście czasownika „wyczekiwać” (w. 2.4.7).

W końcu czytamy: „Winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela”. Bóg umieścił go w Ziemi Obiecanej niczym w przestronnej winnicy, związał się z nim przymierzem miłości, dał mu przykazania i przez wieki uczył sprawiedliwości tzn. właściwej relacji względem Boga, a także względem bliźnich, przede wszystkim ubogich i bezbronnych. Dał też Izraelowi świątynię, bo Jego radością jest przebywać pośród ukochanego ludu. A jednak… Nie tylko Izajasz, ale także inni prorocy, np. Ezechiel czy Ozeasz zwracają uwagę, że choć był Izrael niczym dorodny krzew winny przynoszący wiele owoców – to gdy owoc jego się mnożył, wzrastała też liczba ołtarzy innych bóstw; im lepiej działo się w kraju, tym wspanialsze budowano stelle obcym bogom (Oz 10,1). Ustami Jeremiasza żali się Pan Bóg: „A Ja zasadziłem ciebie jako szlachetną latorośl winną, tylko szczep prawdziwy. Jakże więc zmieniłaś się w dziki krzew, zwyrodniałą latorośl?” (Jr 2,21).

Ten sam prorok mówi jednak, że Bóg nie chce całkowicie zniszczyć winnicy. Pragnie ją oczyścić ze zwyrodniałych latorośli: „Wyjdźcie na jego podmurowanie i niszczcie, lecz nie dopełniajcie dzieła zniszczenia! Usuńcie jego krzewy, bo one nie należą do Pana! Gdyż zupełnie mi się sprzeniewierzył dom Izraela i dom Judy – mówi Pan” (Jr 5,10). Po tym oczyszczeniu pozostanie resztka Izraela: „Tak mówi Pan Zastępów: Wyzbieraj dokładnie jak na krzewie winnym resztkę Izraela, sięgnij ręką jeszcze raz po latorośle jak winogrodnik! (Jr 6,9).

Psalm 80 zadaje jednak zasadnicze pytanie: „Dlaczego jej mury zburzyłeś, tak że zrywa z niej grona każdy, kto przechodzi drogą, że ją niszczy dzik leśny, a polne zwierzęta obgryzają?” Przyczyną jest niesprawiedliwość ludzka, chciwość i pazerność, które są obecne, niestety, także wśród Bożego ludu, i to one powodują w konsekwencji odstępstwo od Boga. Tak jak wokół Larischowego sadu zbudowano „mur głodowy”, by nikt z głodnych mieszkańców okolicznych terenów nie ubrał temu, który mieć i posiadać musiał, choć inni wokół przymierali głodem, podobnie było w Izraelu. Nie tylko, że bogaci nie zważali na los ubogiego, by go wesprzeć w jego niedoli i pomóc mu w jakiś sposób „stanąć na nogi”, ale bogacenie się kosztem innych uznawane było za mądre i przebiegłe. Dalsze wersety piątego rozdziału Izajasza „punktują” sześć konkretnych grzechów, które sześciokrotnie wyrywają z ust proroka okrzyk lamentu jak nad umarłym. Ów katalog grzechów sciągających zagładę na tego, kto je popełnia, jest i dziś bardzo aktualny: budowanie fortun na krzywdzie ubogich, którzy zostają bez dachu nad głową (w. 8-10); pijaństwo i hedonizm (w. 11-17); lekceważenie Boga i Jego woli (w. 18-19); niszczenie ludzkich sumień przez nazywanie zła dobrem (w. 20); narcystyczne samouwielbienie i arogancja możnych (w. 21); korupcja i zepsucie wśród sędziów i ludzi władzy (w. 22-23). „Piekło rozwarło swoją gardziel i nad miarę rozdziawiło swoją paszczę, i wpadnie w nie jego przepych i zgiełkliwe pospólstwo, i ci, którzy się w nim weselą” (w. 14).

Czy nie znamy skądś tego opisu? Zupełnie jakby te słowa były pisane w dzisiejszych czasach! Co się stało z winnicą Pana? Co się stało z ludem Nowego Przymierza, z chrześcijańskimi narodami Europy, Ameryki – gdy zbyt dobrze się układało, w końcu pycha i zwyczajna ludzka chciwość zwyciężały nad szczytnymi ideałami i głośno wyznawanymi wartościami. Tak działo się wielokrotnie w historii. Teraz, kiedy doświadczenie pandemii wszystko pokrzyżowało, to jest wielkie „aj waj”, ale kiedy chciwy będzie chciał nadrobić swoje straty, to będzie wobec biedaka jeszcze bardziej bezwzględny. Mury ludzkiej zawiści, nieżyczliwości, nie odpuszczonej winy, zadawnionych długów i niesnasek czy też ran powstałych wczoraj lub przedwczoraj odgradzają nieraz ludzi od siebie bardziej niż dwa metry dystansu społecznego, bardziej niż zamknięcie w jednym powiecie.

Łatwo jest ulec pokusie wykorzystywania Słowa Bożego do osądzania innych, zwłaszcza możnych i bogatych. Jeżeli się jednak odważymy przyjrzeć się sobie samym w zwierciadle Słowa, wówczas poznamy, że to o nas mówi. Bo przecież to my jesteśmy teraz ową winnicą Pana. A owym szlachetnym, wybranym krzewem winnym jest w niej Chrystus, który daje życie i owocowanie latoroślom, czyli nam, którzy mielibyśmy trwać w Nim, bo bez Niego nic nie możemy uczynić. Bóg Ojciec wszczepił nas przez chrzest w swojego Syna – źródło życia i miłości, i wyczekuje owego słodkiego owocu, który jest Mu należny. Niestety, co czytamy w naszym fragmencie o latoroślach Pańskiej winnicy? Ano to, że jakże często sprawiają Mu bolesny zawód: zamiast słodkich winogron rodzą owoce cierpkie, a tłumacząc bardziej dosłownie – zepsute i śmierdzące (po hebrajsku beuszím). I potem gra słówek: zamiast sprawiedliwości wobec ubogich (hebr. miszpát), jest obecny mispáh – rozlew krwi, zamiast prawowierności (cedaká) – rozpaczliwy krzyk krzywdzonych (ceʿaká).

„Jam ciebie szczepił, winnico wybrana, a tyś Mnie octem poił, swego Pana”… Zaniedługo, na Wielki Piątek śpiewać będziemy te słowa w starokościelnym hymnie Improperia. A dziś słyszymy: „Co jeszcze należało uczynić?” Zupełnie jakbyśmy słyszeli wielkopiątkowe: „Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił i w czymem ci się uprzykrzył? Daj świadectwo przeciwko mnie!” Na koniec Bóg posłał swego jedynego Syna… Posłał po to, by Jego krew przelana została w tłoczni skały Golgoty. Jako bezwartościowy zostanie odrzucony przez lud, wyrzucony na śmietnisko upodlenia zwane Trupią Czaszką, wydalony poza margines… „Nuże, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze”. A jednak ten odrzucony kamień, wykopany i wydalony poza winnicę, by nie zajmował dłużej miejsca w ziemi, stanie się podstawą nowej budowli, nowej jakości, która nad winnicą Pana się wzniesie.

Piotr, który słuchał tych słów Jezusa, podkreśli później dobitnie w swoim liście: „Przystąpcie do niego, do kamienia żywego, przez ludzi wprawdzie odrzuconego, lecz przez Boga wybranego jako kosztowny. I wy sami jako kamienie żywe budujcie się w dom duchowy, w kapłaństwo święte, aby składać duchowe ofiary PRZYJEMNE Bogu przez Jezusa Chrystusa” (1 P 2,4.5). By nasz owoc nie był cierpki w smaku. Byśmy w ogóle jakikolwiek owoc wydać mogli – tak by naszego życia i postępowania Pan nie musiał się wstydzić.

jak

jak

Leave a Reply