Ps 141,8

„Do ciebie, Boże, Panie mój, wznoszą się oczy moje; Tobie ufam, nie zatracaj duszy mojej!”

J 14,19

Jezus mówi: „Ja żyję i wy żyć będziecie.”

Mamy pierwszą niedzielę pasyjną, idziemy razem pod krzyż, by tam znaleźć posilenie w trudnych czasach, znaleźć inspirację i pociechę, tak potrzebną do pokonywania kolejnych kroków na naszej drodze. Pozwólcie że w tej wielkopostnej pielgrzymce wczytamy się w słowa inne niż te, które na dziś do kazania były wyznaczone. Powyższe teksty stanowiły hasła dnia w ostatni piątek i były dla mnie inspiracją już w tym dniu, a dokładnie wyrażają – według mnie – to, o co w treści pierwszej pasyjnej niedzieli chodzi.

Tak więc najpierw Psalm. Podpisany jest jako Dawidowy. Jemu może być zatem jako autorowi przypisywany albo też należy do grupy pieśni związanych z tą postacią; w wypadku badania tekstów starożytnych to z tym ustaleniem autorstwa może być różnie, bo nigdy nie można być pewnym. To jednak nie powinno mieć dla nas większego znaczenia. Ważne, że znamy Najwyższego Autora, którego moc i Duch inspirowały poetę do spisania tego, co w głębi duszy. A w głębi jest smutek i trwoga – dlatego też psalmów tak chętnie używają podczas modlitwy ludzie cierpiący, znajdujący się w beznadziejnych sytuacjach, często chorzy czy znajdujący się w zagrożeniu życia. Znajdują w nich słowa, których sami nie potrafiliby nawet tak dokładnie sformułować – a one wyrażają krzyk ludzkiej duszy.

Psalm rozpoczyna się od zdania: „Do Ciebie wołam, Panie, pośpiesz mi na pomoc; usłysz głos mój, gdy wołam do Ciebie”. A kulminuje w przeczytanych przed chwilą słowach, stanowiących nasze hasło. Człowiek nieraz znajduje się w takiej sytuacji, że jego serce i myśli nie są w stanie się skupić i „pozbierać”, bo wszystko jest jak gdyby zacienione, zamglone przez strach albo chorobę czy przeżywany ból. Wzrok wbity jest w proch ziemi. Brakuje nadziei. Nie można podnieść oczu. Zaczynają mi teraz grać „z tyłu głowy” dźwięki pieśni, którą śpiewaliśmy niegdyś w młodzieży: „Wznieś głowę wzwyż, spójrz, na tronie Król! Skłoń się przed Nim w uwielbieniu i zaśpiewaj chwały pieśń…” To miało przypominać, że On się nie zmienił, że jest wciąż ten sam i nie stracił nic ze swojej mocy, że moja sytuacja nie wyrwała Mu się spod kontroli, że On widzi to, czego ja nie widzę i zna szeroki kontekst mojej sytuacji, mając dla mnie już przygotowane wyjście. To tylko ja go w tej chwili nie dostrzegam.

Coś podobnego mówi do Boga psalmista w swojej modlitwie. Trudno mu podnieść oczy, nie ma po temu siły, a jednak wie, że jest to coś, czego najbardziej dusza i wnętrze człowieka w takiej chwili potrzebuje. Myślę, że to Duch Boży jest tym, który powoduje, że serce czuje: oto moja jedyna nadzieja. W Bogu. Bo to Duch Święty nazwany zostanie później w Nowym Testamencie imieniem Parakletos, które moglibyśmy przetłumaczyć jako „Ten, który dodaje otuchy, przydaje nadziei, pomaga podnieść wzrok w górę”. Tutaj widzimy, jak teksty Słowa Bożego są przez tego Ducha natchnione, bo już starotestamentowy autor żydowski wypowiada to, co my znamy z Nowego Testamentu jako chrześcijanie. Co więc mówi psalmista, jak woła do Boga? Panie, do Ciebie kieruję wzrok, do Ciebie się uciekam: Ty nie gub, nie zatracaj mej duszy. Czyli innymi słowy: nie pogrążaj mnie jeszcze bardziej. Jestem już u kresu, jeszcze jeden cios boleści, a moja dusza zaginie. Niczym Hioba dotknąłeś moje ciało, cały mój organizm – ale zachowaj moją duszę, moje jestestwo. Właśnie tak o tym czytamy we wspomnianej Księdze Hioba, że gdy Najwyższy zezwolił na jego doświadczanie, było tam jedno konkretne zastrzeżenie: Ale jego życia, jego duszy, jego istoty nie wolno ruszać! Wielkie słowa. Hiob traci wszystko, powiedziałby człowiek patrząc ze swojego punktu widzenia. Ale nie – to nie jest bezkresna próba, bez końca. To nam się tak czasem wydaje. Tak się wydawało Hiobowym przyjaciołom, którzy potem nie wiedzieli co powiedzieć, więc gadali różne rzeczy, nawet te, które były nie na miejscu. Ale ta próba ma swoje granice. Dalej Najwyższy przeciwnikowi pójść nie pozwoli. To jest właśnie to dzisiejsze wołanie człowieka doświadczonego: Nie pogrążaj mojej duszy. Podnoszę oczy do Ciebie.

I kiedy już człowiek przeżywający próbę podnosi oczy – cóż widzi? Za słowami Psalmu uzupełnionymi przez Jezusową wypowiedź z Ewangelii WIDZĘ KRZYŻ. Człowiek zbolały i zrozpaczony podnosi oczy – i widzi, że Bóg, do którego się zwraca, cierpi wraz z nim! To jest to, o czym rozmawialiśmy podczas ostatniego kazania. To, co mi powiedziały dzieci na religii. Czy Bóg może cierpieć? Tak, bo cierpiał Jezus. Bóg cierpi, kiedy my ludzie się nienawidzimy, gdy podnosimy rękę jeden na drugiego, gdy toczymy wojny. Bóg cierpi, kiedy nas boli, gdy już nie wytrzymujemy, gdy odchodzi ktoś bliski… Właśnie dlatego Bóg przyszedł w ludzkim ciele, by te cierpienia wziąć na siebie, by przyjąć nasz ludzki los, przemijanie, śmierć i pustkę. Chrystus został jednak z martwych wzbudzony i powstawszy z śmierci „zabiera z sobą” do wolności tych, których wykupił. Pamiętamy? „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, do Boga mego i Boga waszego”, mówi do Marii Magdaleny po swym zmartwychwstaniu. Syn Boży poniżył się aż do śmierci, byśmy i my mogli stać się synami i córkami tego Ojca. Dlatego spojrzenie na krzyż przynosi ulgę i wskazuje wyjście – inaczej by krzyż był tylko narzędziem egzekucji i znakiem cierpienia. Ale za nim jest zmartwychwstanie i życie; o wiecznym wymiarze, prawdziwe, nie ograniczane już przez nic, co nas teraz trapi. Dlatego śmiemy żegnać się z naszymi ukochanymi w nadziei życia, zmartwychwstania, spotkania, bowiem Chrystus daje nam tę perspektywę. To jest coś, co usłyszałem jakiś czas temu po pogrzebie pewnej matki z ust jej syna: wiara daje nam inną perspektywę. Nie to czy my wierzymy mocno czy słabo, to nie ma znaczenia – ale Ten, w którego wierzymy i któremu ufamy, On ma moc dać człowiekowi życie. On cierpi wraz z nami, kiedy my cierpimy. On „ma z nami myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować nam przyszłość i natchnąć nadzieją”.

Ježíš říká: „Já jsem živ a také vy budete živi“. Tato slova následují po celém úryvku o seslání Ducha svatého; toho Ducha, o němž jsme si právě řekli, že „povzbuzuje, otevírá před člověkem budoucnost, přináší naději a novou sílu k životu”. Když nasloucháme těmto Ježíšovým slovům, pomalu začínáme chápat, že i my patříme k oněm učedníkům, jimž Pán zaslíbil svou přítomnost a sílu. I my jsme v tomto společenství s Otcem a s Ježíšem skrze Ducha svatého. Klasik církve (asi rovnou řeknu který, protože tady nemáme žádné konfesijní zábrany: jedná se o papeže Františka) když se zamýšlí nad těmito slovy Pána Ježíše, říká: „Dnes nás Pán vybízí, abychom na tuto výzvu odpověděli tím, že postavíme Boha do středu svého života.“ Postavit Boha do středu. Toto je onen jiný, nový pohled. Já sám nevidím žádné východisko ani řešení. Bůh je však zná. Mohu jej postavit do středu, mohu se na něj dívat a nevidět jen ty své starosti, obavy, nejistotu a beznaděj. Když už nemáme sílu ani zvednout zrak, Bůh nám tu sílu dá, protože nás vykoupil, protože mu patříme, a on se nevzdá naší duše, naší bytosti, protože nás miluje. Tím však tato slova nekončí. Nyní následuje „rozhlédnutí se kolem dokola“, k němuž člověk skrze Ducha dostal novou sílu: „… Postavit Boha do středu svého života a věnovat se službě bratřím a sestrám, zvláště těm, kteří nejvíce potřebují podporu a útěchu.“ Když prorok Eliáš propadl hluboké depresi, myslel si, že je úplně sám, a žádal Boha, aby mu vzal život. Když jej pak Bůh podepře, Eliáš najednou zjistí, že kolem něj je mnoho Božích následovníků, že vůbec není sám. A navíc vidí, že jsou mezi nimi i další, kteří stejně jako on před nedávnem potřebují pomoc a podporu. Myslím, že v dnešní situaci války, humanitárních potřeb a vlny lidí prchajících před smrtí je taková orientace obzvlášť potřebná.

„Já jsem živ a také vy budete živi,“ říká nám Ježíš. Co to pro nás znamená? Profesor Ratzinger zde používá zajímavou formulaci „exploze světla a lásky“. Píše: „Jeden známý německý teolog kdysi s ironií řekl, že zázrak oživení mrtvých – pokud by se skutečně stal, čemuž však on nevěřil – by byl nakonec něčím bezvýznamným právě proto, že se nás netýká. Kdyby byl vzkříšen jen jeden a tím to skončilo, jak by se to týkalo nás? Kristovo vzkříšení je však právě něco víc, je to něco jiného. Je to – můžeme-li použít jazyk evoluční teorie – největší „mutace“, nejrozhodnější skok do zcela nové dimenze, která v dlouhých dějinách života a jeho vývoje ještě nikdy nebyla: skok do zcela nového řádu, který se týká nás i celých dějin. (…) Vzkříšení bylo jakoby explozí světla, explozí lásky, která přerušila dosud neoddělitelné spojení mezi „umíráním a stáváním se“. Zavedla nový rozměr existence, život, do něhož byla transformovaným způsobem začleněna i hmota a z něhož vzniká nový svět.“ A pak se ptá: „Jak mě může tato událost účinně oslovit a povznést můj život? Odpověď, která je na první pohled možná naprosto překvapivá, ale skutečná, zní: Taková událost mě zasahuje skrze víru a křest.“ Proto se v prvotní církvi křtilo v sobotu před Velikonoční nedělí, svátkem Zmrtvýchvstání Páně, a postní doba byla dobou přípravy na tento okamžik. „Křest znamená právě to, že nejde o minulou událost…, velká exploze vzkříšení nás proniká ve křtu a přitahuje k Bohu. Tímto způsobem jsme začleněni do nové dimenze života, do níž jsme již nějakým způsobem uvedeni uprostřed úzkosti naší doby… K němu, tedy ke Vzkříšenému Pánu, se upínáme a on nás drží, i když naše ruce ztrácejí sílu. Chytáme se jeho ruky a tak se všichni držíme za ruce, stáváme se jedním společenstvím, již ne jen jednotlivci. Já, ale už ne já: to je formule křesťanského života… Já, ale už ne já: pokud takto žijeme, proměňujeme svět. Je to vzorec, který je v protikladu ke všem ideologiím násilí, a program, který se staví proti korupci, touze po moci a nadvládě…“

Myslím si, drazí, že toto je něco, co již částečně prožíváme teď, když se společně – abych použil toto hezké přirovnání – držíme za ruce před oltářem a přijímáme tělo a krev, které za nás obětoval náš Spasitel. Pak také uvidíme širší okruh: ty, kteří se s námi ještě nedrží za ruce, ale kteří tak zoufale potřebují naději a posílení, a v této chvíli i velmi praktickou pomoc. A nakonec, toto je něco, co vyhlížíme. Na co čekáme: až i my vložíme svou ruku do Boží dlaně na prahu věčnosti, aby nás už nic nemohlo rozdělit. Sestry a bratři, přijměme nyní tuto vyhlídku. Kéž Pán obdaří vaše srdce svým pokojem.

Ztišme se v krátké modlitbě a volejme slovy britské básnířky a spisovatelky Kate Compstonové, která jako dobrovolnice slouží v hospicích a přináší útěchu těžce nemocným: „Děkujeme ti, Bože, že jsi nám otevřel nový začátek na konci cesty, kde vyčerpaní nalézají naplnění, přetížení cítí úlevu, kde chudí nalézají hojnost a bohatí vidí svou chudobu. Kde všichni, kdo se k tobě obracejí, dostanou tvé vzácné dary.“ Amen.

jak

jak

Leave a Reply