Iz 40,26-31
Wznieście oczy w górę, spójrzcie: Kto to stworzył? Ten, który wyprowadza wojsko w pełnej liczbie, woła wszystkich po imieniu. Z powodu Jego wielkiej siły i wszechmocnej potęgi nikogo nie brakuje. Dlaczego mówisz, Jakubie, i twierdzisz, Izraelu: Moja droga jest ukryta przed Panem, moja sprawa uchodzi uwadze mego Boga? Czy nie wiesz? Może nie słyszałeś? Pan jest Bogiem wieczności, Stwórcą krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego rozumu nie można zgłębić. On dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły słabego. Młodzi ludzie męczą się i nużą, młodzieńcy chwieją się z wyczerpania, lecz ci, którzy ufają Panu, odnawiają siły, unoszą się na skrzydłach jak orły, biegną bez zmęczenia, podążają bez znużenia.
Kochani, mamy pierwszą niedzielę po Wielkanocy, to znaczy że jej kontekstem we wczesnym Kościele były chrzty. Miały miejsce w Wielkanoc, a ściślej mówiąc na Wielką Sobotę. Stąd wzięła się też jej nazwa Bílá sobota – pochodzi od białych szat, które katechumeni czyli kandydaci do chrztu ubierali. Stąd też pochodzi w ogóle cała tradycja Wielkiego Postu – od przygotowania do przyjęcia sakramentu Chrztu Świętego; stąd i zwyczaj obchodzenia pierwszych w chrześcijaństwie świąt: Wielkanocy, pamiątki zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Po dłuższym czasie per analogia powstanie ten sam zwyczaj na okazję wstąpienia Syna Bożego na arenę dziejów świata, ale o tym mówiliśmy przy okazji świąt poprzednich.
Wybaczcie, że tak „po Svěrákowsku” niektóre rzeczy przypominam, ale nie każdy zawsze słyszał wszystko, dlatego dobrze jest kojarzyć pewne fakty i zrozumieć kontekst. Albo, żeby to z casem przychodziło? Śmialiśmy się z żoną oglądając w tym tygodniu komedię „Svatební cesta do Jiljí”, jak główny bohater w interpretacji niezapomnianego Josefa Abrhama dokładnie tak samo poucza, jak postać grywana przez autora scenariusza Zdeňka Svěráka. Ten były nauczyciel jest doskonałym obserwatorem i często w swoich scenariuszach „punktuje” ową skłonność do mentorowania: jako ojciec dzieciom, jako mąż żonie czy narzeczony narzeczonej; pouczania wszystkich wokół i przy każdej dobrej okazji. A przy tym robi to w sposób tak uroczy…
Czemu o tym mówię? Bo nie tylko mi się to zdarza na ambonie, gdy zwracam uwagę na kojarzenie faktów i informacji, ale tak trochę mam wrażenie, że robi to też autor naszego dzisiejszego tekstu. Biblia zawsze uczy nas wiązać ze sobą różne informacje, by zyskać właściwy obraz rzeczy. Czemużby nie miał tego robić autor przemawiający do swoich rodaków w Babilonii, podbitych, poniżonych i odprowadzonych do niewoli. Ale o tym za chwilę. Na razie jeszcze na moment „przeskoczmy” w czasie do początków chrześcijaństwa.
Tydzień po Wielkanocy był okresem, w którym nowo ochrzczeni mieli na co dzień nosić swoją białą tunikę od chrztu – bo wtedy mogli zaobserwować, jak łatwo się ta biel szat zabrudzi i bielą być przestanie. To był kolejny iście „Svěrákowski” moment pedagogiczny: jeszcze nie jesteście w niebie, mili ochrzczeni! Chrystus za was umarł i dla was zmartwychwstał, wy w tę Jego śmierć zostaliście „zanurzeni”, właśnie symbolicznie w dniu, kiedy Jego ciało spoczywało w grobie – a wynurzyliście się do nowego życia, „jako nowo narodzone niemowlęta”. Ale jeszcze jesteście na tej ziemi, jeszcze podlegacie rzeczywistości grzechu, jeszcze podlegacie próbom czyli pokusom (to znowu my na granicy języków lepiej rozumiemy – co to jest czeski „pokus” i ile ma wspólnego z polską „pokusą”). W codziennym życiu, przy pracy, w codziennych kontaktach z innymi ludźmi zdarzy się, że z owych testów wyjdziecie nie jako zwycięzcy, jak Pan Jezus – ale jako przegrani, jako ci, którzy totalnie zawiedli, po czesku „selhali”. To może nawet jeszcze ważniejsze doświadczenie niż gdyby człowiek zawsze tylko już zwyciężał i wszystko mu się udawało. Bo gdy szata znów już nie jest biała, to nie tylko to inni widzą, ale miałbyś czy miałabyś to też widzieć ty. I coś z tym zrobić. Może trzeba prosić kogoś z ludzi o wybaczenie, może trzeba naprawić skutki złego postępowania. Pewnie trzeba też poprosić Boga, by mi wybaczył i znowu moją szatę oczyścił, wyprał, wybielił. I Słowo Boże nam znowu tutaj mówi coś szczególnego: mianowicie że przez całe życie będzie się chrześcijanin tego uczył, ale i tak się dobrze nie nauczy. Bo wiecie co? W ostatniej księdze Biblii, Objawieniu, mowa jest o tych, którzy po wielu próbach (i to ciężkich w porównaniu z tymi naszymi) stają przed tronem Boga i Baranka. Skoro przed ten tron „przychodzą” wciąż nowi, to znaczy że są to ci, którzy umarli w przeróżny sposób, nieraz śmiercią męczeńską – a o ich szatach i tak na koniec musi zostać ogłoszone, że zostały „wyprane i wybielone we krwi Baranka” (Obj 7). Ja tam wyraźnie widzę to napięcie: nawet tacy męczennicy dla wiary stale nie są świętymi sami od siebie. Ich szaty na koniec muszą zostać wyprane i wybielone. Nawet na końcu życia ci, którzy są dla nas największym wzorem do naśladowania i tak będą tylko grzesznymi ludźmi. Dlatego patrz na nich, jako na wzór – ale bardziej jeszcze patrz na Chrystusa. Bo On jedynie jest doskonały. To Jego krew oczyszcza. Dopiero tam, w Bożym Królestwie, ta twoja szata nowo ochrzczonego nie będzie już się brudzić. Tego nowych wierzących uczyli ci, którzy z Jezusem już jakiś czas chodzili.
Tylko że o tym, że się „chodzi z Bogiem” czytamy nie dopiero w Nowym Testamencie, ale już na początku Biblii: o Adamie, o Henochu. I cała historia biblijna opowiada o takiej relacji, o „chodzeniu z Bogiem”. Mówi o tym także dzisiejszy tekst, który pewnie właśnie dlatego chrześcijanie przyporządkowali pierwszej niedzieli po Wielkanocy.
Kontekst, w jakim te słowa zostają zapisane, już kojarzymy – niewola babilońska, konsekwencja odstępstwa od Boga. O, jakże ciężkie doświadczenie dla Bożego ludu… W takim sensie dzieje Izraela są dla nas w jakiś sposób – właśnie – pouczające. Ale teraz prorok mówi nam coś więcej i dalej. Niedawno mówiliśmy, że gdy jakiś naród został pobity i ujarzmiony przez inny, interpretowano to tak, iż bogowie zwycięzców są silniejsi od bogów tych podbitych. Jak to wyglądało w Babilonii? Bogiem naczelnym, który reprezentował władzę i porządek kosmiczny był Marduk. Bóg, który rządził kosmosem. Kosmologia była w Babilonii rozwinięta, a wraz z nią rosła astrologia i wróżbiarstwo. Babilończycy wierzyli, że wola bogów objawia się poprzez znaki na niebie i zjawiska naturalne. Kapłani obserwowali gwiazdy, aby przepowiadać przyszłość, co dało podwaliny pod zachodnią astrologię. I dlatego prorok zadaje swoim współczesnym i nam dziś to pytanie: „Podnieście ku górze wasze oczy i patrzcie: Kto to wszystko stworzył? Ten, który wyprowadza ich wojsko w pełnej liczbie, na wszystkich woła po imieniu”. Z kontekstu wynika, iż mowa jest o gwiazdach, ciałach niebieskich, o wszelkich systemach zbadanych i niezbadanych przez astrologów czy kapłanów babilońskich. Bóg jest tak naprawdę Stwórcą. Babilończycy coś tam poznali, coś tam czują, kiedy badają gwiazdy – raz nawet poznają, że w Betlejem narodził się Król Królów – ale nad tym wszystkim jest Ten, którego wy znacie, z którym chodziliście, dopóki nie stwierdziliście, że lepiej wam będzie bez Niego… Te słowa coś wyjaśniają nie tylko samym Izraelitom, ale także ludziom wśród których żyją – Babilończykom; te słowa to apologetyczne narzędzie do rozmowy misyjnej z tymi, którzy w Boga Jahwe nie wierzą. Tak samo to wieki później będzie robił apostoł Paweł, gdy będzie rozmawiał z filozofami greckimi na ateńskim Areopagu. Tak samo będą robili chrześcijanie najpierw w Aleksandrii, a potem na całym świecie, gdy nawiążą do systemów myślowych oraz zwyczajów czy świąt znanych ich pogańskim sąsiadom i na tej podstawie będą z nimi rozmawiali o Jezusie Chrystusie, będą pogłębiali to ich pierwotne rozumienie i zwiastowali Boga, który chce uśmiechać się do człowieka, który go miłuje i z tej miłości poświęcił wszystko, aż do ostateczności.
Popatrzcie: ci, wśród których żyjecie znają – i wy sami już teraz znacie – systemy i próby rozumienia natury i podporządkowania jej sobie. Ale nad tą przyrodą, nad naturą, nad kosmosem jest Ten, kto to wszystko wymyślił! Jest wasz Bóg Jahwe, którego przecież wy znacie, bo dał się wam poznać i do was przemawiał. I teraz mówi: „Czemu więc twierdzisz (…): Moja droga jest ukryta przed Panem, moja sprawa uchodzi uwadze mego Boga? Czy nie wiesz? Może nie słyszałeś? Jahwe jest Bogiem wieczności, Stwórcą krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży… On dodaje mocy zmęczonemu i szczodrze pomnaża siły słabego”…
W Wielki Piątek czytaliśmy z innej księgi prorockiej o Bogu, który czuwa, który stale jest na swoim posterunku. On nie przestał być Bogiem. On nie stracił swojej mocy wobec Marduka, tak jak wcześniej wobec bogów egipskich, na czele z bogem słońca Ra, którego reprezentował drwiący z Jahwe „per-Ra-on” o imieniu Ram-zes czyli uważający się za syna bożego władca tamego skrawka ziemi. Co: mówicie, że co tam delta Nilu i co tam Egipt – ci tutejsi bogowie władają niebem, rządzą kosmosem, a ich kapłani przepowiadają przyszłość…? Nic by nie odkryli, gdyby im Bóg nie pozwolił zajrzeć za zasłonę! A wy macie Jego raczej się radzić – będzie później brzmiało przykazanie dla Izraela i dla nas też. „Cóż plewie do ziarna”, przeczytamy na ten temat w Biblii. Wy macie Boga, który tym wszystkim kieruje. I On ma dla was swą przyszłość, On ma kres dla waszej niewoli, ma plany dla waszego życia. A w końcu, choćby cały świat wydawał się sprzysiąc przeciwko wam – On ma dla was coś, „czego oko nie widziało, ucho nie słyszało i co na myśl ludzką nie wstąpiło”. To kontekst myśli o Bożym Królestwie. Mieli to – jak my to mówimy – „z tyłu głowy” Żydzi przez wieki; nie mogę nie skojarzyć jakże wymownego wiersza pt. „Rabi”, który mi niedawno przypomniał pewien znajomy, sympatyk naszego zboru:
„Paliła się synagoga / jak stare pergaminy, / jak miedź lichtarzy / zapalonych w szabes / A stary rabin / stał i patrzał. / Zobaczył go / w czarnym mundurze / młody bóg germański / i z daleka krzyczał: / I co na to wasz Jahwe? / A stary rabin, / przeczesując brodę / drżącymi palcami, / powiedział: / Jeśli jest, / to on się upomni, / a jeśli go nie ma, / to po co mu bóżnice…” (Kazimierz Wierzyński, Rabi, Siedem wierszy, 1944)
Bolesne doświadczenie ludu Przymierza – możemy się uczyć…
Twój Bóg jest Bogiem, który czuwa, jak czytaliśmy u Daniela i Jeremiasza w Wielki Piątek. On jest „na swoim posterunku” jak pisał Habakuk. On jest Bogiem wiecznym, stwórcą krańców ziemi; On wszystko „ogarnia” i jest źródłem nowej siły dla każdego, kto wyczerpany i zrezygnowany. Nie mów, że masz wrażenie, jakby On cię nie dostrzegał. To ty się boisz uwierzysz, że On cię ciągle kocha i że ma nad tobą rozjaśnioną twarz w swoim błogosławieństwie. On patrzy i widzi, nawet gdy palą twoją świątynię i wszystko, co dla ciebie było święte, co miało znaczenie. Nawet gdy to wszystko spłonie, On nadal jest Bogiem. On się upomni…
W przytoczonym wierszu występował „młody bóg germański”. Symbol siły okupanta. Młodość, która pogardza słabością, która drwi ze starości…
Biel szaty nawet starca zanurzonego w Bogu jest silniejsza niż czarna moc zwycięskiego munduru.
To doświadczenie narodu żydowskiego zostaje w wieści Nowego Testamentu jeszcze spotęgowane. Chrystus jest Panem i Królem. Czytaliśmy w Wielkanoc, że przyjdzie dzień, kiedy na Jego imię zegnie się wszelkie kolano „i każdy język wyzna, że Jezus jest Panem” (Flp 2).
A na razie czytamy obietnicę, która pokonuje butną siłę młodości; tę, co się jej wydaje, że jest niezniszczalna: „Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się słabnąc młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, idą bez znużenia”. Dopiero od jakiegoś wieku człowiek rozumie, o co tutaj chodzi. „Mówiąc czysto po polsku”: „Kam se hrabe” młody bóg germański na starca ukrytego w Bogu Jahwe! Gdzież mu do niego. I ja myślę, moi drodzy, że to mogła być ważna lekcja dla każdego „chodzącego” w młodej sile neokatechumena, nowego konwertyty, który uwierzył w Jezusa i w Jego imię dopiero co został ochrzczony. Kiedy próbował oceniać i wartościować postawy, decyzje oraz być może upadki tych, co już lata z Chrystusem chodzili. Szczególnie musiało się to ujawniać w obliczu prześladowań, ucisków i wszelkich tego typu prób. Bo ja wiem, jak bardzo to widać po czasie nam znanego reżimu – komunizmu. Kiedy młodzi, którzy nie doświadczyli tamtych dylematów, otrzymawszy mandat władzy, próbują odsądzać od czci i wiary starszych od siebie. Gdy w zapisach agentów bezpieki, którzy musieli jakoś wykazywać swoją aktywność i uzasadniać swoje etaty, znaleźli czyjeś nazwiska i wydali na tych ludzi wyroki. Znam spoza bliskiej granicy co najmniej kilka takich wypadków, kiedy ktoś, kto przez całe życie miłował Kościół i całym sobą mu służył, kto przemycał przez socjalistyczne granice Biblię i literaturę chrześcijańską, kto zwiastował Chrystusa i wielu do Niego przyprowadził, został osądzony z powodu jednego złożonego gdzieś podpisu i otrzymał list, że przez całe życie szkodził Kościołowi. Ja wiem, z moralnego punktu widzenia miał nie podpisywać. Ale trzeba się strzec tego, by jako „młody bóg” z wiersza o rabinie nie skreślać pochopnie czyjegoś życia. „Kto myśli, że stoi, niech uważa, aby nie upadł”, pisze apostoł (1 Kor 10,12). Żeby twój upadek nie stał się jeszcze większym zgorszeniem, kiedy okaże się, że i ty zawiodłeś. Nie deprecjonuj „Boga swojego bliźniego” tylko dlatego, że wydaje ci się w tej chwili, iż w młodej mocy swojego Boga „przeskoczysz mur”. Á propos… To słowo z psalmu czy księgi Samuelowej wypełniło się historycznie w moich czasach w Stoczni Gdańskiej („Z Bogiem moim przeskoczę mur” – Ps 18,30; 2 Sm 22,30), a wiemy jak dziś niektórzy deklasują noblistę, który wtedy przeskakiwał – właśnie dla takiego jednego podpisu…
Kończymy, bo już za długo – ale tak wiele myśli wynika z dzisiejszego fajnego tekstu. Niechaj, jak my to mówimy, „rozleżą się” w naszej głowie, a my jako swego rodzaju odpowiedź złóżmy teraz na głos wyznanie, że w tego Boga, który czuwał, który jest nad wszystkimi i wszystkim, wierzymy…















Nejnovější komentáře