J 15,1-8

Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Mój Ojciec jest rolnikiem. Każdą latorośl, która we Mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby lepiej owocowała. Wy już jesteście czyści dzięki Słowu, które do was mówiłem. Trwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was. Tak jak latorośl nie może przynieść owocu sama z siebie, jeśli nie pozostanie w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we Mnie nie będziecie trwać. Ja jestem krzewem winnym, wy zaś latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi obfity owoc, bo beze Mnie nic nie możecie uczynić. Jeśli ktoś nie trwa we Mnie, ten jak latorośl zostanie wyrzucony na zewnątrz i uschnie. Zbierają je, wrzucają do ognia i płoną. Jeśli we Mnie będziecie trwać, a Moje słowa w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a spełni się wam. Mój Ojciec będzie uwielbiony przez to, że przyniesiecie obfity owoc i staniecie się Moimi uczniami.

Kochani, wielokrotnie już mówiłem o tym, że się często zastanawiam, gdyby Jezus dziś przemawiał do ludzi nam współczesnych, jakich używałby porównań, przykładów, jakiego języka? Bo czytamy z Biblii pewne przekazy zbudowane na konkretnych obrazach, metaforach – a bez ich zrozumienia, bez znajomości rzeczywistości, którą przedstawiają, nie da się pojąć duchowego wymiaru tych słów. Dzisiaj to jeszcze pół biedy, bo mamy tu obraz winnicy, krzewu, winiarza, a te nie są nam aż tak bardzo obce. Mówiliśmy już o tym przed laty, że gdy je słyszymy, od razu przewijają nam się przed oczyma obrazki gdzieś z Palawy, może widok Dívčího hradu albo Mikulova czy brzmią nam gdzieś w uszach piosenki Czechomora lub Chinaski… Wiemy, że uprawa winnic, to szlachetna acz nielekka praca, że miłośnicy szlachetnych gatunków win mówiliby wręcz o sztuce. Nasze współczesne języki używają tutaj dwóch pojęć. Po czesku sprawa jest prosta, nawet w naszej ewangelii występuje słowo „vinař”. Tłumacze polskiej Biblii Ekumenicznej mieli jakiś problem z tym terminem, choć po polsku jest to także „winiarz”. Dawny termin „winogradnik” jest dziś spotykany rzadko i brzmi archaicznie, na dodatek oznacza człowieka, który zajmuje się samą uprawą krzewów winnych na winnej plantacji (po czesku byłby to „pěstitel”), ale już nie technologią produkcji wina. I słownikowo właśnie z „a”, „winogradnik”, a nie „winogrodnik”. Ale w obydwu językach funkcjonuje to drugie pojęcie: „enolog”. To specjalista od procesów przebiegających w beczkach z winem, ich składowania oraz technologii powstania szlachetnego trunku. Ktoś kto tłumaczył Ewangelię Jana zdecydował się jednak w naszym wypadku na użycie słowa „rolnik” – ale to zupełnie ktoś inny; to ten kto uprawia rolę i hoduje raczej zboża lub warzywa, a nie winorośl. Dlatego proponuję korektę i użycie prostego słówka „winiarz” w naszym tekście. Żeby było jasne. Bo jesteśmy w okresie pomiędzy Zmartwychwstaniem a Zesłaniem Ducha Świętego – a cud Zielonych Świątek, to cud komunikacyjny. Oto nagle ludzie zaczynają rozumieć, co się stało – rozumieć jaki jest Bóg, rozumieć jaka na krzyżu została złożona ofiara – ci, którzy w innych warunkach by nie mieli na to najmniejszych szans. Duch Święty daje zrozumienie. Cud mówienia takim językiem, że nagle wszyscy wszystko rozumieją.

Na pierwszy plan w całym tym dzisiejszym tekście wysuwa się czasownik „trwać”. Kwintesencją tekstu jest „trwanie” w krzewie winnym. Jest oto taka sytuacja: gałązka z innego szczepu, nieszlachetnego, pospolitego została zaszczepiona (po czesku: „naroubovaná”) – włączona w krzew szlachetny, złączona, spojona z nim. I teraz czerpie z niego swoje życiodajne siły. Wszystko co dobre i potrzebne do życia pobiera z niego; wszelkie wartości odżywcze, które sprawiają, że zdrowo rośnie i będzie mogła wydawać owoc. I wtedy tak naprawdę jest to owoc tego dobrego krzewu, bowiem bez niego gałązka byłaby bezwartościowa. Tekst ewangelii sugeruje, że nie jest to nawet ten gatunek drewna, który nadawałby się na opał. Takich patyków nie opłaca się zbierać i zwozić do domu, żeby palić nimi w kominku. Jest tu powiedziane, że zostają takie nieużyteczne patyki zrzucone zaraz na jedną kupę i spalone, bo coś z tym trzeba zrobić, a nie ma co. A zbędne pędy było trzeba odciąć, bo przeszkadzałyby tym dobrym we wzroście i rozwoju, a w efekcie wydawaniu owocu.

„Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem” – powiada Jezus swoim uczniom, a więc i nam. Myślę, że to jest ważne założenie zaraz na początku, bowiem bez tej informacji niejeden z uczniów zacząłby wątpić o swoim powołaniu czy godności. Zacząłby się zastanawiać, że może nie jest tą właściwą latoroślą, że jest tą, którą trzeba odciąć, by krzew był zdrowy… Z pewnością i takie były problemy wczesnego Kościoła, w którego łonie powstała Janowa ewangelia; właściwie jako jedna z późniejszych tekstów. Pewnie zastanawiano się nad takimi chrześcijanami, którzy w porywie pierwszego uczucia przyjmowali chrzest, a potem odpadali… Nie mieli odwagi stawić czoła trudom rzeczywistości, być może zawiedli, upadli, a potem nie mieli odwagi wrócić albo też zostali ochrzczeni „wraz z całym domem”, jak wielokrotnie miało to miejsce – ale spotkanie z Chrystusem nie było ich osobistym, własnym przeżyciem, tylko czymś wyuczonym i przyjętym od innych zafascynowanych. Tymczasem to musi być osobiste spotkanie – ta mała gałązka, latorośl musi osobiście czerpać życiodajne soki z krzewu winnego; jeśli tej funkcji jej zabraknie, to to wszystko nie ma sensu.

Właśnie tak, kochani – dzisiejszy tekst jest metaforą chrztu i postaw z nim powiązanych, z niego wynikających. W Chrzcie Świętym została latorośl wszczepiona w Chrystusa, spojona z Nim w jeden organizm. Tak jak członek ciała nie ma sensu, jeśli znajdzie się poza organizmem, odcięty od niego; tak i tutaj. Odcięty palec – wybaczcie – trzeba zamrozić, żeby była szansa przyszycia go, bo to medycyna potrafi w niektórych przypadkach. Ale ten palec urósł na tym organizmie. Dlatego to porównanie, ta przenośnia nie jest odpowiednia. Krzew winny – o, to jest dobry obraz, bo gałązka skądinąd zostaje weń zaszczepiona. Na pewno możemy tutaj kojarzyć wierzących z pogan, „wszczepionych” w obietnice, które od wieków odnosiły się do Narodu Wybranego. W tym sensie i my – z pogan środkowoeuropejskich – jesteśmy takimi „wszczepionymi w Boże Przymierze”. Albo możemy pomyśleć o tym, że oto my, wyrwani czy wycięci ze sfery „profanum”, ze świata zupełnie od Boga oddalonego i za Nim nie tęskniącego, zostajemy włączeni, zjednoczeni z Bożą świętością i ona teraz nas tak przenika, tak od wewnątrz przetwarza i kształtuje, że stajemy się jakby integralną częścią Bożej rzeczywistości. Aspekt powołania i łaski jest też tutaj ważny, bo przecież ta gałązka nie biegła za winiarzem i nie wołała „Weź mnie”, w żaden sposób sama z siebie nie byłaby w stanie w krzew się włączyć. Była odpadem – grzech spowodował, że życie człowieka jest „odcięte” od sensu tego, czym powinno być. Ale dla Winiarza nie jest obojętne, co się z tym patyczkiem stanie, w Jego oczach on ma wartość. Działanie Winiarza jest więc tutaj na pierwszym miejscu – to Bóg daje swoją łaskę; nie dzięki godności czy zasłudze człowieka następuje zbawienie, ale Bóg je daje sam z siebie, dlatego, że jest łaskawy, dlatego że kocha…

Tylko potem – to najważniejsze: „jeśli wytrwa w krzewie winnym” ta zaszczepiona latorośl. „Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą…” – oto warunek. Ważne by człowiek swoje życie chrześcijańskie budował na Chrystusie, by tylko z Niego czerpał życiodajną siłę. Bo jeśliby chciał budować na którymś z Jego uczniów, choćby tym najlepszym i najbardziej świętym – prędzej czy później może się roztrzaskać o jakiś grzech, o jakieś zgorszenie; bo szatan robi wszystko, żeby wśród wierzących, w ich wzajemnych relacjach zamącić i ich poróżnić. I żeby każdy patyk był bezwartościowy i tak się też czuł. Nie patrz na człowieka, choćby był najlepszym Jezusowym uczniem. To jest też tylko taki patyczek, który bez własnej zasługi i godności został na krzew zaszczepiony. Buduj tylko na Jezusie. Na nikim innym. I pamiętaj, że ta życiodajna moc pochodzi z Jego Słowa. Kiedy przestaniesz z niego czerpać, przestaniesz nim się sycić, stracisz życie – uschniesz.

Może tak się stać nagle i jednorazowo, gdy „pozwolisz sobie na luksus” jakiegoś spektakularnego grzechu, ale może ten proces przebiegać powoli i prawie niezauważalnie. Dla innych i nawet dla ciebie. Stracisz pragnienie sycenia się Słowem Bożym. Już nie będzie dla ciebie najbardziej oczekiwaną w ciągu dnia chwila, kiedy będziesz móc pochylić się nad Biblią, z której o swojej miłości mówi do Ciebie Ojciec. Spowszednieje ci Jego Słowo – i potem sobie powiesz: po co pójdę do kościoła, i tak tam ksiądz nic nowego nie powie, wszystko już znam. Albo też oskarżać cię będzie coś z tego Słowa, bo wiesz, że w jakiejś dziedzinie postępujesz wbrew Słowu Bożemu. Więc żeby się w tym lustrze nie przeglądać, raczej unikać będziesz nabożeństwa, gdzie to Słowo jest zwiastowane. Jeśli w którymkolwiek z tych momentów się znajdujesz, masz szansę na nowo powrócić do ślubowań chrzestnych, do tego skarbu który wybrałeś sam albo obrali go dla ciebie jako życiową drogę twoi rodzice. Możesz zacząć czerpać moc do życia z krzewu, którym jest Jezus Chrystus. Możesz na nowo zacząć odkrywać, jaki potencjał jest twoim udziałem i jak wielką dla Boga masz wartość, skoro chce cię mieć w tym żywym organizmie winnego krzewu.

I jeszcze jedno. Co oznacza owo „oczyszczanie latorośli”, aby wydawała obfitszy owoc? Oznacza, że ręka Winiarza odcina pędy zbędne i pasożytnicze, by latorośl mogła skupić swą energię w jednym kierunku i dzięki temu wzrastać jak najpełniej. Zaiste, wielką jest łaską umiejętność rozpoznania, w okresie obcinania winorośli, ręki Ojca i niezłorzeczenia ani niereagowania w niewłaściwy sposób i nieuważania siebie za ofiarę prześladowaną przez kto wie jaki zły los. W tym świetle powinniśmy widzieć nie tylko nasze indywidualne cierpienia – żałoby, choroby, smutki, które są udziałem każdego z nas lub naszych rodzin – ale też to wielkie, uniwersalne cierpienie, które dręczy nasze społeczeństwa i cały świat, łącznie z tym najbardziej niezrozumiałym ze wszystkich, które jest udziałem niewinnych. Wszystko, co widzimy dziś w świecie wskazuje nam, że ludzka pycha, podłość, nienawiść i przemoc muszą być odcięte. Może Pan próbuje na różne sposoby nam przypomnieć: „… bo beze Mnie nic uczynić nie możecie”?

No dobra, to wszystko byłby fajny wstęp do Wieczerzy Świętej. Tam byśmy mogli nadal snuć myśli na temat wina… Ale to za tydzień. Mamy więc o czym myśleć do przyszłego tygodnia, mamy o co się modlić. I pamiętajmy, że jeśli w ten krzew – Chrystusa – zostaliśmy wszczepieni poprzez chrzest, a schniemy – to czas najlepszy, by do zdroju Słowa i jego mocy powrócić, bo ten potencjał jest cały czas do naszej dyspozycji. Jezus mówi w dalszym wierszu: „Jak mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem; trwajcie w miłości mojej (…) aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna” (J 15,9.11). Bóg ze swoją miłością jest tu dla nas – tylko czerpać.

Foto: Pixabay
jak

jak