Mt 26,26-30

A gdy oni jedli, wziął Jezus chleb i pobłogosławił, łamał i dawał uczniom, i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje. Potem wziął kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy; albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów. Ale powiadam wam: Nie będę pił odtąd z tego owocu winorośli aż do owego dnia, gdy go będę pił z wami na nowo w Królestwie Ojca mego. A gdy odśpiewali hymn, wyszli ku Górze Oliwnej.

Teksty Słowa Bożego, nad którymi zastanawiamy się w tym roku podczas naszych tygodniowych nabożeństw pasyjnych, rysują nam obraz wydarzeń związanych z męką i śmiercią Pana Jezusa Chrystusa, według tego, jak zostały one przedstawione w Ewangelii Mateusza. Na dziś mamy tekst szczególny, dotyczy on bowiem najważniejszego symbolicznego czynu, poprzez który uczniowie i uczniowie uczniów Jezusa wyrażają swoje wyznanie w to, co dla nas uczynił Syn Boży Jezus Chrystus i jakie to ma dla nas znaczenie. Powiedzieliśmy, że to symboliczny czyn, ponieważ doskonale znanym i praktykowanym przez Żydów tradycjom dotyczącym spożywania wieczerzy paschalnej Jezus nadał nowe znaczenie, uobecniając w nich swoją mękę i śmierć, czyli z łaciny „pasję”.

Wiele o tych „odświeżonych” i „zreformowanych” byśmy powiedzieli symbolach Starego Testamentu mówi List do Hebrajczyków, dlatego też pozwoliłem sobie wybrać do pierwszego czytania sprzed ołtarza właśnie fragment stamtąd. Jeśli czytacie Pismo według Haseł Jednoty Braterskiej czyli po polsku książeczki „Z Biblią na co dzień” albo też według tabelki w „Przyjacielu” lub „Kalendarzu Ewangelickim” (to są wszystko te same czytania), to z pewnością poznaliście, że fragment z Hebrajczyków jest właśnie jednym z dzisiejszych tekstów. I jeśli tak jak ja „wgryzaliście” się w niego już rano, jesteście do tego naszego nabożeństwa lepiej przygotowani. Możemy go traktować jako swego rodzaju preludium do tego, co czytamy teraz.

Właściwie dobrze by było, gdybyśmy przeczytali sobie cały rozdział 26. Ewangelii Mateusza, proszę chociaż zróbcie to potem w domu. Bo tam jest powiedziane, czemu Jezus jest z uczniami przy stole i co to właściwie się dzieje. Większość z nas pewnie wie – ośmielę się powiedzieć, że wszyscy wiemy – iż chodziło tutaj o wieczerzę paschalną mającą na celu wspomnienie wyjścia narodu izraelskiego z niewoli egipskiej. Z tego co wiem, wielu z was w minionych latach brało udział w takich komentowanych rekonstrukcjach owych posiłków, myślę że to bardzo użyteczne i lepiej sobie uświadamiamy, co to wszystko musiało oznaczać dla tych, którzy siedzieli z Jezusem przy stole. Przynajmniej po czasie, kiedy już zrozumieli i przeżyli te chwile, gdy Zbawiciel umierał za nich na krzyżu – bo myślę, że w tym momencie, kiedy widzimy ich siedzących przy stole – jeszcze za bardzo „nie kapują o co go”.

Całe święto i poszczególne czynności, a nawet ubiór uczestników wieczerzy, wskazywały na okoliczności, pośród których Bóg wyprowadził swój lud z niewoli w Egipcie. Po osiedleniu się w Kanaanie połączono Paschę z obchodzoną przez siedem dni uroczystością święta Mazzot, czyli po staropolsku Przaśników, a w języku dla nas zrozumiałym Święta Niekwaszonych Chlebów. Po wygnaniu, gdy Jozjasz przeprowadził centralizację kultu, obchodzono tę uroczystość w centralnym sanktuarium w Jerozolimie – baranek, który miał według zwyczaju być zabity, bo wtedy w Egipcie na znak jego krwi na nadprożu i ościeżnicach drzwi wejściowych anioł śmierci „obchodził”, „przechodził obok” czyli omijał ten dom (tak interpretowano słowo pasah, które de facto znaczy „stać nad”, „czuwać”, „ochraniać”) – tak więc ten baranek był oprawiany w świątyni jerozolimskiej. Potrafimy sobie wyobrazić, z jakimi tłumami pielgrzymów to wszystko musiało się wiązać – dlatego wielu z nich nocowało nie w samym mieście, które by wszystkich nie było w stanie przyjąć, ale w bliskiej okolicy; tak jak czytamy o Jezusie i uczniach, że nocowali przedtem w Betanii.

Ale my już jesteśmy dalej, uczniowie przygotowali wieczerzę w uzgodnionym miejscu w mieście. Miejmy jeszcze gdzieś „z tyłu głowy” ważną informację, że dla Żydów następny dzień rozpoczynał się o naszej godzinie 18:00 poprzedniego wieczoru. Czyli: w czwartek rano uczniowie musieli zaczynić niezakwaszone ciasto i oczyścić dom ze wszelkich śladów zakwasu – Izraelici wychodzili z Egiptu w takim pośpiechu, że ciasto nie zdążyło wyrosnąć i piekli chleb niekwaszony; poza tym kwas stał się symbolem zła i zepsucia. Po południu oprawiano ofiarę na dziedzińcu świątyni, jej krwią skrapiano ołtarz, następnie pieczono mięso w taki sposób, aby nie złamać żadnej z kości.

No i teraz mamy samą wieczerzę – prawdopodobnie gdzieś na przełomie czwartku i piątku, używając naszych nazw dni. Na stole oprócz pieczonego mięsa baranka musiała znaleźć się słona woda – symbol łez wylanych w niewoli oraz rozstępujących się wód Morza Czerwonego, gorzkie zioła – gorycz niewoli, gałązka hyzopu, to taka eko-miotełka czy pędzel, którym malowano odrzwia na znak wybawienia. Dalej masa z owoców i orzechów symbolizująca glinę, z której niewolnicy wyrabiali w Egipcie cegły, z wetkniętymi do środka laskami cynamonu – jako tej słomy „zbrojącej” masę ceglaną. Wypijano cztery kielichy wina na znak czterech obietnic z 6. rozdziału 2 Księgi Mojżeszowej.

To tak w telegraficznym skrócie, resztę sobie doczytajcie albo zapytajcie tych, co na takich rekonstrukcjach byli. To ważne, byśmy sobie uświadamiali te okoliczności, bo… I teraz to najważniejsze BO: bo w Ewangelii o tym wszystkim nie ma nawet wzmianki. To było jasne, że to wszystko musiało tam mieć miejsce. Ale Ewangelia jak gdyby specjalnie, celowo odcina się od tych wszystkich symboli i tradycji. Dlatego, że oto Jezus nadaje im zupełnie nowy sens; do ich dawnego znaczenia dochodzi zrozumienie uczniów czyli wczesnego Kościoła, że tak naprawdę wybawienie i ratunek wydarzyły się nie wtedy w egipskiej ziemi i dotyczyły nie tylko ojców narodu izraelskiego, ale wydarzyły się na Golgocie i rozciągają się swoją ważnością, swoją aktualnością na wszystkich, którym są zwiastowane!

Poprzez doskonale znane i tradycyjne gesty pobłogosławienia chleba (pamiętajmy, że to jest ta maca, czyli chleb upieczony z niezakwaszonego ciasta, dlatego jest niewyrośniętym sucharkiem czy opłatkiem i się go łamie) oraz dziękczynienia nad kielichem (po grecku eucharistésas = „dzieki uczyniwszy”) Jezus ustanawia posiłek Nowego Przymierza, który w Kościele pierwotnym stał się uobecnieniem Jego zbawczego czynu, ofiary złożonej na krzyżu. Przy czym z pewnych śladów w tekstach nowotestamentowych możemy wnioskować, że dla „uczniów uczniów” nie była to tylko sama komunia tak, jak my ją przyjmujemy, ale prawdziwy wspólny posiłek – dlatego musiał apostoł ostrzegać: „Jeśli tedy kto głodny, niech je w domu, abyście się na sąd nie schodzili” – pewnie się co niektórzy po prostu przychodzili „nażreć”; dlatego jest przypominany prawdziwy sens tego spożywania Ciała i Krwi Pańskiej.

Jezus błogosławi i łamie macę, następnie ją rozdaje uczniom ze słowami: „Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje”. Ciało, które zawiśnie na krzyżu – i choć, jak u baranka, żadna jego kość nie zostanie złamana, wbrew rzymskim zwyczajom, żeby się spełniło dosłownie słowo Pisma – to jednak doskonale rozumiemy, co to znaczy „złamać kogoś” podczas procesu, „złamać komuś życie”, jak bardzo zrezygnowany jest „złamany” czy „załamany” człowiek, czego wyrazem była modlitwa na krzyżu, będąca cytatem z Psalmu 22, tam ten stan fizyczny i psychiczny jest dosadnie opisany. Prof. Pavel Filipi wskazuje, że owo przyjęcie przez uczniów ciała Chrystusa jest przyjęciem całego Jego człowieczeństwa, Jego przyjścia w ciele, całego Jego życia wraz ze wszystkimi znakami, które wskazywały na Niego jako Mesjasza i jako takie musiały być dla uczniów i im współczesnych czytelne, no i potem w końcu wszystkiego, co związane było z Jego pasją, czyli męką, ofiarą krzyżową i zmartwychwstaniem. Dlatego to przyjęcie Jego ciała i krwi jest każdorazowo nie tylko przyjęciem odpuszczenia, wybawienia, ratunku Bożego dla mnie nędznego grzesznika, ale jest też naszym wspólnym wyznaniem, że Jego ofiara dokonała się dla nas, dla mnie, że i nas zbawia, że się tego chcemy trzymać, chociaż ledwie co rozumiemy albo i nie rozumiemy, ale istotne jest to, że Bóg dokonał tego czynu uratowania nas, a my nie chcemy tego zbezcześcić poprzez zlekceważenie.

Dalej jest ciekawa sprawa kielicha – dopiero Hieronim w łacińskim przekładzie Vulgaty użył w naszym tekście słowa „nowe” przymierze, czeska Biblia Ekumeniczna tak niesamowicie opisowo wyjaśnia o co chodzi: „Toto jest má krev, která zpečeťuje smlouvu a prolévá se za mnohé na odpuštění hříchů“. W oryginale nie ma czegoś takiego, tam jest po prostu KREW PRZYMIERZA. „MOJA krew przymierza – mówi Jezus – która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów”. Moja krew przymierza. Kłania się 2 Mojżeszowa 24 – po otrzymaniu Prawa Mojżesz „wziął Księgę Przymierza i głośno przeczytał ludowi, ten zaś rzekł: Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni. Wziął też Mojżesz krew i pokropił lud, mówiąc: Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów” (2 Mż 24,7-8). Po połowie krwi na ołtarz i do kielicha – „se poczytejcie”. Możemy więc teraz mówić, że Jezus nadaje nowe znaczenie Przymierzu Boga z człowiekiem. Przy czym cóż my jako ludzie możemy w tym przymierzu zaoferować? Jedynie przyznać, że cokolwiek byśmy zrobili, to i tak za mało i tak nic nie znaczy. W Jezusie Chrystusie złączona zostaje Boża i ludzka połowa tej krwi ofiarnej; krwi czyli życia, życia złożonego w ofierze.

Odtąd ci, którzy to przyjęli, którzy mogli Mu zawierzyć i na Jego ofierze polegają, zgromadzają się, by Bóg obecny w Duchu Świętym pośród nich, uobecniał tę ofiarę, te wydarzenia dla nich. A zarazem jest to jakiś swego rodzaju przedsmak radosnej dziękczynnej uczty, o której tu Jezus mówi – o nowym kielichu, który pić będzie z nami w królestwie Ojca. W momencie, kiedy to mówi, uczniowie nie są niczego świadomi – ale On wie, co Go za chwilę czeka. A mimo to, albo właśnie dlatego – patrzy dalej. Krzyż nie jest celem. Nie jest końcem. Śmierć nie jest końcem dla Jezusa i od czasu Jego ofiary także dla nas. „Złamanie” i poniżenie Golgoty jest drogą do tronu w Królestwie Bożym. Odtąd i my nasze krzyże i sytuacje, które nas „podłamują” możemy tak rozumieć. I możemy – jak Jezus na koniec wieczerzy – zaśpiewać Wielki Hallel, czyli dziękczynny Psalm 136 – z Nim i dzięki Niemu: „W poniżeniu naszym pamiętał o nas, albowiem na wieki trwa łaska Jego! Wybawił nas od nieprzyjaciół naszych, albowiem na wieki trwa łaska Jego! Daje pokarm wszelkiemu ciału, albowiem na wieki trwa łaska Jego!” (Ps 136,23-25).

Niechaj Pan pobłogosławi tych parę myśli, by mogły nam towarzyszyć przy pasyjnym czytaniu Pisma i zastanawianiu się nad tym, co dla nas uczynił Zbawiciel.

jak

jak

Leave a Reply