Tekst biblijny

„Albowiem Królestwo Niebios podobne jest do pewnego gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem najmować robotników do swej winnicy. Ugodziwszy się z robotnikami na jednego denara dziennie, wysłał ich do swojej winnicy. I wyszedłszy około godziny trzeciej ujrzał innych, stojących na rynku bezczynnie, więc rzekł do nich: Idźcie i wy do winnicy, a ja, co się należy, wam zapłacę, i oni poszli. Znowu o szóstej i o dziewiątej godzinie wyszedł i uczynił tak samo. A wyszedłszy około jedenastej znalazł jeszcze innych stojących i mówił do nich: Dlaczego tutaj bezczynnie przez cały dzień stoicie? Oni na to: Nikt nas nie najął. Mówi do nich: Idźcie i wy do winnicy. A gdy nastał wieczór, mówi pan winnicy do rządcy swego: Zwołaj robotników i daj im zapłatę, a zacznij od ostatnich aż do pierwszych. Podeszli tedy najęci o godzinie jedenastej i otrzymali po denarze. A gdy podeszli pierwsi, sądzili, że wezmą więcej. Lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy tyle szemrali przeciwko gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną tylko godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, cośmy znosili ciężar dnia i upał. A on odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy. Czy nie ugodziłeś się ze mną na denara? Bierz, co twoje, i idź! Chcę bowiem temu ostatniemu dać, jak i tobie. Czy nie wolno mi czynić z tym, co moje, jak chcę? Albo czy oko twoje jest zawistne dlatego, iż ja jestem dobry? Tak będą ostatni pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.” (Mt 20,1-16)

 

Jak fajnie, że czytamy tę przypowieść u nas, po czeskiej stronie, gdzie język jest – że tak powiem – trochę „zakonserwowany”, bo obawiam się, że w Polsce co najwyżej poloniści doceniliby piękny, ale bardzo mocno archaiczny język przekładu – młodzi by się poczuli, jak gdyby ich ktoś przeniósł w XVII wiek i pewnie nie byliby w stanie nawet skupić się na słuchaniu… Widzimy, jak żywe są zmiany w języku – i jak bardzo trzeba coraz to nowych tłumaczeń Biblii.

Kochani, zanim Jezus zacznie snuć swoją opowieść o gospodarzu, rozbrzmiewa pytanie uczniów, wypowiedziane przez Piotra: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za tobą; cóż za to mieć będziemy?” Jezus mu odpowiada, że otrzymają choćby sto razy tyle, ponadto zasiądą na tronach i będą sądzić dwanaście pokoleń Izraela. To naturalne, że człowiek pyta, jaki jest koszt. Nie trzeba nam się bać, z Jezusem nie stracimy. Przecież Bóg jest nieustannym źródłem bogactwa. Lecz nie zapominajmy, że człowiek nie tylko chętnie pyta, ale też lubi porównywać się z innymi. Pyta także, o ile jest lepszy od nich, a właściwie chodzi o to czy inni są w gorszej niż on sytuacji. Także pod przykrywką pobożności potrafi się człowiek nieraz wyżywać nad innymi w swoim poczuciu wyższości i bycia lepszym.

Dlatego Jezus opowiada podobieństwo o łaskawym gospodarzu. Przy jego słuchaniu chyba najlepiej jest skoncentrować się właśnie na postaci gospodarza – przedsiębiorcy. Kwestie, jakie próbują rozstrzygać robotnicy nie są tak istotne, jak sam udzielający zatrudnienia. Jaki jest jego biznesplan? Czy dzisiejsi menadżerzy pochwaliliby jego działania? A jak troszczy się przesiębiorca o wzajemne relacje panujące w miejscu pracy? Dlaczego robi to, co robi? O co mu chodzi?

Przede wszystkim jest niezmordowany w kwestii znajdywania kandydatów do zatrudnienia. Pierwszych znajduje „wcześnie rano”, są pewnie dobrze przygotowani, umotywowani do całodziennej pracy, bezproblemowi, u szczytu sił. W umowie znajduje się denar za dniówkę. Zapłata godna pracy. Potem – tu już musimy zajrzeć do innego przekładu, żeby zrozumieć – wychodzi gospodarz o dziewiątej dopołudnia. Teraz się już nie targuje co do zapłaty, obiecuje po prostu, że będzie sprawiedliwie. Co to znaczy? No, tu już można by dyskutować. Co to znaczy sprawiedliwość i do czego jest nam potrzebna. Albo co pod nią rozumiemy. Pewnie każdy z pracowników wyobraża sobie co innego…

OK, dwie brygady pracują. Ale przedsiębiorca wychodzi jeszcze o 15 po południu, a nawet o 17… Pogięło go, ktoś zapyta? Przecież ci najęci o tej porze wiele już nie zrobią. Ledwie zdążą dojść na miejsce pracy, „wyfasować” narzędzia i tyle. A poza tym, kogo na rynku pracy (o, takie ładne polskie sformułowanie, wprost z Biblii: rynek pracy) może o tej porze znaleźć? Pewnie jedynie same niezłe oryginały. Albo jakichś meneli. Ludzi co najmniej problematycznych. Przecież mu wszystko w firmie zdezorganizują! Albo może jacyś chorzy, słabeusze, ludzie którym dzień życia na tyle się skomplikował, że nie byli w stanie do tej pory podjąć się żadnego sensownego zajęcia. Ale, widać przedsiębiorcy bardziej zależy na ludziach jako takich niż na pracy…

Nie czytamy nic o tym (bo Jezus nie mówi; podobieństwo nie musi, a nawet nie może powiedzieć wszystkiego) jak wartościowa była praca tych ostatnich. Ani tych poprzednich, ani nawet o pierwszych się niczego nie dowiadujemy. Zamiast tego uwaga skupia się znów na przedsiębiorcy, który zachowuje się co najmniej dziwnie. Zwołuje tych z siedemnastej. Ostatnich. Biorąc pod uwagę to, co chce zrobić, że każdemu chce dać tyle samo, należałoby oczekiwać, że najpierw wezwie pierwszych, da im tyle, na ile się z nimi umówił, oni odejdą i nie będzie rozruchów. Nie dowiedzą się, jak pan jest wiekoduszny względem tych, którzy pracowali krócej i mniej zrobili. Ale nie, on musi być oryginalny. W nieomal ekshibicjonistyczny sposób dokonuje wypłaty pensji od ostatnich po pierwszych, tak żeby wszyscy wszystko widzieli. No to przecież muszą zazdrościć!

Chyba że chodzi o to, o czym napisze później apostoł Paweł, że „to, co u świata głupiego, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co u świata słabego, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne, i to, co jest niskiego rodu u świata i co wzgardzone, wybrał Bóg, w ogóle to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić, aby żaden człowiek nie chełpił się przed obliczem Bożym (1 Kor 1,27-29). Szczególna pedagogika Królestwa Niebios?

A może jest inny powód… Może ci ostatni są już na tyle zniechęceni i na tyle nie wierzą w to, że cokolwiek dobrego ich jeszcze może spotkać, że zanim by się doczekali w kolejce swojej wypłaty, uciekliby z kolejki nie mając nadziei na to, że się jakiś pieniądz i dla nich znajdzie. Bo spodziewają się już tylko poniżenia, razów i oszustwa…

Tymczasem większy problem sprawiają ci „sprawiedliwi”, ci pierwsi, ci bezproblemowi. „A gdy podeszli pierwsi, sądzili, że wezmą więcej. Lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy tyle szemrali przeciwko gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną tylko godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, cośmy znosili ciężar dnia i upał”… Przecież to niesprawiedliwe! Małe dziecko by nawet tak zareagowało, o ile bardziej dorosły chłop, który harował cały dzień w pocie czoła. Chcemy premię! No, moment, mówi przedsiębiorca. Przecież uzgodniliśmy, że dostaniecie tyle i tyle, i oto macie swoje maksimum. A że ja chcę „z łaski” dać temu ostatniemu też tyle, co tobie do tego?! Nasze poczucie tak zwanej sprawiedliwości jest specyficzne. Gdybyśmy uchybili w czymkolwiek i zamiast pensji należałaby nam się grzywna, to byśmy krzyczeli, że nas niesłusznie oskarżono, że to nie tak – a kiedy Pan jest dobry dla innych, my się z nimi porównujemy i chcielibyśmy więcej! Co tobie do tego – odpowiada pan winnicy. „Czy nie wolno mi czynić z tym, co moje, jak chcę? Albo czy oko twoje jest zawistne dlatego, iż ja jestem dobry?” Przypomina mi to słowa, które niedawno czytaliśmy na godzinie biblijnej – kiedy Piotr pyta Jezusa o Jana. Słyszy podobną odpowiedź: Ty naśladuj Mnie. A w tym naśladowaniu czeka cię złożenie podobnej ofiary, jaką Ja złożyłem za was wszystkich. Ale „gdybym zechciał, żeby ten pozostał, aż przyjdę, co ci do tego?” Ty pójdź za mną!

Uczniowie zawsze porównywali się między sobą. Tak po ludzku, w oczywisty sposób. Nasza przypowieść umieszczona została w szczególnym kontekście – zaraz potem Jezus mówi o swej śmierci i zmartwychwstaniu, a gdzieś tam między rządkami ukryte jest pewne zdarzenie. Matka synów Zebedeuszowych, czyli tego Jana, o którym teraz wspomniałem i Jakuba, prosi by jej synowie zajęli w Bożym Królestwie szczególną pozycję: najbliżej Jezusa. Po prawicy i lewicy. Jezus mówi: No, możecie być najbliżej. Możecie pić z kielicha, z którego będę pić ja (czyli mowa o męczeństwie), ale kwestia chwały w Królestwie, to sprawa Bożej łaski i przeznaczenia. I potem są słowa: „… Ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym. Podobnie jak Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służył i oddał życie swoje na okup za wielu”(Mt 20,27.28).

W Biblii wielokrotnie czytamy o tym, że żaden dobry czyn, żaden gest miłosierdzia wobec potrzebującego nie pozostanie nie zauważony ani bez nagrody. My jednak chcielibyśmy zawsze tak jakoś się Panu (przepraszam za sformułowanie) „podlizać”, żeby mieć szczególne względy. I żeby inny na moim tle poczuł się gorszy. Miłość tak nie czyni. To podpowieda egoizm. Czyli – jak mówi język Biblii – grzech. A Pan nie chce, żeby ktoś był poniżany względem kogokolwiek. Mówiąc po indiańsku, „wejdź w mokasyny tego drugiego”, postaw się w jego pozycji: byłoby ci przyjemnie, gdyby ciebie poniżono, a kogoś innego wywyższono, a to wszystko niesłusznie? „Niesprawiedliwie”? Nieważne, kiedy uwierzysz i ile zdążysz zdziałać – Bóg cię kocha i che dla ciebie tego, co najlepsze. Dlatego się nie porównuj z innymi, nie próbuj wyciągać swoich zasług. Cokolwiek zdziałasz dobrego, jest i tak rezultatem Bożej dobroci i błogosławieństwa, że ci dał dary, okoliczności, możliwość i zdolność osiągnięcia sukcesu. O, jakże to wszystko dalekie od naszych ludzkich, drapieżnych dążeń do wyeliminowania konkurencji, byle tylko samemu zdobyć sukces! Moja ekonomia patrzy tylko na moje własne dobro, tylko to widzi. Ekonomia Bożego Królestwa ma przed oczyma dobro tego drugiego. W końcu jedynie dzięki temu zdecydował się Syn Boży dobrowolnie pójść na krzyż, bo miłość do każdego i każdej z nas była większa niż pragnienie własnego dobra i wygody. Myślę, że tego spojrzenia nas w pierwszej kolejności uczy Jezus w tej nieco dziwnej z naszego punktu widzenia przypowieści.

Cała przypowieść niełatwa jest w interpretacji. Egzegeci się spierają – kto ostatecznie należy do grupy „pierwszych”, a kto do „ostatnich”? Żydzi i chrześcijanie? Czy o to tutaj chodzi? Pewnie w pierwszej kolejności tak. A może pierwsi uczniowie Jezusa, apostołowie i kolejni nawróceni? „Wieloletni” wierzący i ci, którzy niemal w ostatniej chwili dostąpili łaski Bożej? Albo wierzący takiej i owakiej tradycji, pochodzenia, wyznania czy denominacji? Królestwo Boże ukazane zostaje przez pryzmat Bożej łaski, która nie kieruje się ludzkimi zasadami i prawidłami, lecz miłosierdziem. Fragment ten nazywany bywa przez niektórych (A. Jülicher) „ewangelią w pigułce” – zaiste, sporo w tym racji. Ludzkie zasługi nie mają tu zastosowania, nie one decydują o właściwej nagrodzie. Ludzkie roszczenia „rozbijają się o wolność i chwałę Bożej łaski” (G. Bornkamm). Królestwo Boże lśni taką miarą chwały, w jakiej objawiło się miłosierdzie Boga wobec „ostatnich”, którzy przez innych zostali uznani za „niegodnych”.

Panie Jezu, dziękujemy Ci, że nie rozróżniasz nas według naszej efektywności i naszych zasług, ale jesteś nam przychylny według tego, jak bardzo nas kochasz. Dziękujemy, że możemy wiedzieć, iż owocu winnicy Królestwa mogą zakosztować wszyscy, którzy usłyszeli Twój głos, i to według miary tego, jak Ty jesteś dobry i szczodry. Daj, by i w nas coś z tej Twojej łaskawości było, by świat zobaczył, jak Tobie na każdym zależy. Amen.

jak

jak

Leave a Reply