Łk 16,19-31

Był pewien bogacz, który ubierał się w purpurę i bisior i każdego dnia wystawnie ucztował. Przed jego bramą leżał pewien owrzodziały żebrak imieniem Łazarz, który pragnął zaspokoić głód tym, co spadało ze stołu bogacza. Lecz tylko psy przychodziły i lizały jego wrzody. I umarł biedak, i został zaniesiony przez aniołów w objęcia Abrahama. Umarł też bogacz i został pogrzebany. A gdy cierpiąc męki w krainie umarłych podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza w jego objęciach. Wtedy zawołał: Ojcze Abrahamie! Zmiłuj się nade mną i poślij Łazarza, żeby umoczył koniec palca w wodzie i zwilżył mi język, ponieważ bardzo cierpię w tym płomieniu. Abraham jednak powiedział: Dziecko, przypomnij sobie, że za życia odebrałeś swoje dobro, podobnie jak Łazarz zło. Teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki. Poza tym pomiędzy nami a wami rozpościera się tak wielka przepaść, że nikt, choćby chciał, nie może wejść stąd do was ani stamtąd przedostać się do nas. Wówczas powiedział: Proszę cię więc, ojcze, abyś go posłał do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci, niech ich ostrzeże, aby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Wtedy Abraham oznajmił: Mają Mojżesza i Proroków, niech ich słuchają. Lecz on odpowiedział: Nie, ojcze Abrahamie, ale jeśli przyszedłby do nich ktoś ze zmarłych, to się opamiętają. Powiedział mu jednak: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby ktoś ze zmarłych powstał, nie dadzą się przekonać.

Kochani, biegnę szybciutko do was z zastępstwa w Czeskim Cieszynie Na Niwach, które miałem o dziewiątej. Mieli tam na dodatek Niedzielę Diakonii z ofiarą i nabożeństwo wspólne, czyli „z pomieszaniem języków” – dlatego przez moment musiałem się zatrzymać, żeby się zastanowić, w jakim języku mam teraz mówić. U was to jasne, ale u nas – bynajmniej. Mam taki syndrom – podam przykład, jak się przejawia. Przed paru laty, kiedy szedłem u mojej mamy w polskim oczywiście Cieszynie wyrzucić śmieci, mile się zdziwiłem: „O, tu nawet jest coś napisane po polsku. Jak fajnie!” Potem się złapałem, że przecież jestem w Polsce… Ale to nic, to normalne. W dzisiejszych czasach szalonych i dzikich już się niczemu nie dziwię. Mój radny parafialny, profesor akademicki, który ma na imię Leszek, niedawno opowiadał, że już mu się zdarzyło rozpoczynać meila do kogoś (i to kobiety) od słów: „Drogi Leszku…”. A mnie się zdarzało, że jak mi ktoś dzwonił do drzwi i szedłem otworzyć, to przedtem pukałem… Albo naciskałem w kieszeni pilota od samochodu i się dziwiłem, że mi się drzwi kościoła nie otwierają. Też tak macie? Albo to tylko my po drugiej stronie Olzy jesteśmy tak zwariowani?

Nie wiem, co się dzieje, kochani, ale masa rzeczy do zrobienia tak się „zagęściła”, że to już nabiera aż znamion czasów zupełnie ostatecznych. A pozwalam sobie na takie myśli tutaj wśród was tylko dlatego, że kiedykolwiek do was mam przyjemność przybyć, zawsze jestem tu totalnie „jak w domu”. Stąd ten luz. Nie tylko, że to mój kochany, rodzimy cieszyński zbór – na dodatek „nasze” Zamarski! Przecież to tutaj przyjeżdżałem najchętniej w czasach studenckich na nabożeństwa. A wiele lat wcześniej to tutaj, do państwa Pastuchów, do Beatki, jeździła na rowerze z Kalembic moja kochana żona Asia; która notabene jak najserdeczniej wszystkich was pozdrawia. Jest w tej chwili w Krynicy, gdzie przygotowuje grunt pod wyjazdową konferencję naszych zaolziańskich księży, którą jutro od bladych godzin świtu prowadzę (właściwie prowadzimy razem) – najpierw w Nowym Sączu, potem Krynicy, Muszynie i dalej na Słowacji. A dziś, zaniedługo jeszcze ordynacja studenta teologii w Trzyńcu… Dzięki Bogu, dużo się dzieje; mam nadzieję, że od was się dowiem po nabożeństwie, co tu u was… W każdym razie – baaardzo dziękuję za zaproszenie i za to, że mogę być teraz tu z wami! I gorące pozdrowienia z naszej parafii w Hawierzowie Suchej; byliśmy tu u was przecież kiedyś nawet z chórem! Ale teraz już ruszamy wgłąb Słowa!

Na pierwszy rzut oka wydaje się, jakby ten nasz tekst był kolejną historią o tym, że jesli ktoś nie doczeka się sprawiedliwości na tym świecie, to ją znajdzie ją po śmierci. Trochę w myśl zasady Karola Marksa, że „religia jest opium dla ludu i tęsknotą uciśnionych”. W czasach Jezusa tego typu historie były znane. Żydzi opowiadali na przykład o bogatym celniku Bar Majanie i bezimiennym ubogim badaczu Pisma. Bogaty celnik umiera, a na jego okazałym pogrzebie zgromadzają się tłumy zacnych ludzi. Równocześnie umiera i uczony w Piśmie, i zostaje pochowany bez pompy i szerszego rozgłosu. Ocknie się jednak w raju, u źródeł wód żywych, podczas gdy bogaty celnik z brzegu na którym się znajduje do wody nie potrafi dosięgnąć. Inna historia opowiada o chorym chłopcu, który miał sen. Sniło mu się, że wszystko było na odwrót: bogacze klepią biedę, a ubodzy są szczęśliwi i radują się. Kiedy opowiedział swój sen ojcu, ten zamyślił się i mówi: Synku, dopiero teraz zobaczyłeś ten właściwy świat!

Punktem wyjścia jest więc dla Jezusa podobna opowieść. Teraz jednak bogacz jest bezimienny, podczas gdy ubogi ma swoje imię. Ma swoją godność – zwróćcie proszę uwagę, że Łazarz nie wali w bramy bogacza, nie urządza protestów, nie żebrze. Przezwisko „żebrak” nadał mu dopiero św. Hieronim, pierwszy tłumacz Biblii i wszyscy, którzy według niego przekładali Pismo. My w czeskim przekładzie nie mamy tego słowa; jest w polskiej protestanckiej Biblii Warszawskiej, a także najnowszej Ekumenicznej. Łazarz ufa Bogu, wierzy w Jego pomoc, Jego sprawiedliwość. Jego imię znaczy po hebrajsku „Bóg pomoże”. Może to brzmieć i trochę cynicznie, swoją drogą: skoro u ludzi nie znajdzie się pomocy, nie pozostaje jak tylko czekać na ratunek od Boga…

Nastaje jednak koniec. Koniec przyjemnego „imprezowego” życia bogacza i cierpienia Łazarza. I gdy bogacz „męki cierpi w tym płomieniu”, jak czytamy, zwraca się do Ojca Abrahama, na którego łonie gościnę znalazł ubogi spod jego bram. Bogacz odwołuje się do swego pochodzenia, do swych korzeni: „Ojcze Abrahamie” – woła na całe niebo. Nagle sobie przypomniał, że oprócz pieniędzy i używania życia jeszcze jest jakaś religia, jakiś Pan Bóg… Tak często wielu myśli: sprawy wiary i Pana Boga zostawię sobie na potem; jeszcze się przed śmiercią zdążę z Nim pojednać. No, okazuje się, że nie zawsze tak jest. Nie każdy zdąży.

Bogacz znowu wydaje rozkazy – tak jak był przyzwyczajony za życia. To „wyższa instancja” ma posłać Łazarza, by ulżył jego niedoli. Jak gdyby koneksje, znajomości i układy funkcjonowały także za grobem. Dowiaduje się jednak, że tej przepaści nie da się już przekroczyć…

Czyli co? Jednak opium dla ludu? Sprawiedliwości stało się zadość? Nie, kochani, Jezus idzie dalej. Gdy bogacz próbuje „załatwić” u ojca swej wiary wizytę z zaświatów – bo ponoć tylko to „otrzeźwi” jego pięciu braci, słyszy szczególne słowa. I my mamy je usłyszeć, bo stanowią one sedno całej przypowieści: „Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierzą”. Niech odkurzą zapomniane Słowo Boże, niechże zaczną czytać i uczyć się według niego postępować. Jeżeli jednak nie są zainteresowani tym, co mówi do nich Bóg, nie pomoże im nawet dziesięć odwiedzin „z tamtego świata”.

Losu bogacza czy Łazarza zmienić się już nie da – ale jest ktoś, kto ma szansę, kto może jeszcze coś zrobić ze swym życiem: owych pięciu braci. Niektórzy bibliści proponują, by nie nazywać tej przypowieści „O bogaczu i Łazarzu”, ale „O sześciu braciach”. Sześciu, z których jeden roztrwonił swoją życiową szansę – ale pięciu ciągle jeszcze ją ma. Łazarz stanowi wyzwanie – instrukcja jak postępować jest w Piśmie Świętym. O, kochani, to my jesteśmy tymi pięcioma braćmi, to do nas skierowane są te słowa! To my mamy sięgnąć do Biblii i zacząć słuchać, co mówi do nas Bóg. Co mówi o moim życiu, o moich decyzjach i postępowaniu. Z historii Kościoła wiemy, do jak wielkich przemian prowadziło takie wsłuchanie się w głos Bożego Słowa – widzimy to na przykładzie apostoła Pawła, św. Augustyna, Marcina Lutra i wielu innych.

Dzisiejsze słowo winno być dla nas ostrzeżeniem. Ale uwaga: Pismo nie potępia bogactwa jako takiego – wszak i ojciec Abraham, na którego łonie znalazł Łazarz wieczność u Boga, był człowiekiem majętnym. Jego serce było jednak czułe na Boży głos. I on ufał jak Łazarz, że „Bóg pomoże”; w każdej sytuacji. Być może tą przepaścią, o której czytamy, że oddziela na „tamtym świecie”, bogacz sam „obkopał się” i odgrodził od innych jeszcze za życia niczym fosą – a tej ubogi i chory bliźni nie potrafił nigdy przekroczyć. Przepaść obojętności i bezduszności, którą zabrał bogacz z sobą na wieczność – widzimy ją chociażby w niezdolności, by spojrzeć Łazarzowi w oczy i ciągłym szukaniu „znajomości” u Abrahama…

Podobieństwo o bogaczu i Łazarzu zadaje pytanie nie tyle o wieczność, co o nasze życie doczesne dla wieczności. O nasze przygotowanie. O teraźniejszość. Smutny jest los bogacza – w słowach o przepaści nie można bowiem zobaczyć perspektywy, którą ujrzeć można dopiero z wysokości krzyża Golgoty. Jakiegokolwiek rozstrzygnięcia dylematu dotyczącego wiecznego trwania potępienia nie można po tych słowach o przepaści oczekiwać. Tak samo odpowiedzi dotyczącej życia doczesnego dla wieczności nie usłyszymy z ust zmarłych. Życia bogobojnego i uczynnego uczmy się ze Słowa Bożego – jedynej „normy wiary i życia” naszego. Czy jest dla nas Słowo Boże ową normą? Czy jest w naszych myślach, na naszych ustach – czy jest w końcu widoczne w naszym sposobie myślenia, całym naszym postępowaniu, czy duch którego w naszą rzeczywistość wnosimy, to Boży Duch; ten sam który przemawia do nas ze słów Jezusa? Luter nauczał: „Dobra, które mamy od Boga, spływają z jednego na drugiego, aby stały się wspólne, aby każdy przywdział na siebie postać swego bliźniego, zachowując się tak, jak gdyby sam był na jego miejscu. Dobra te spływały i spływają na nas z Chrystusa, który naszą postać przywdział na siebie, jakby to On był tym, czym my jesteśmy. A z nas spływają one na tych, którzy ich potrzebują”. Amen.

Boże, Ojcze miłosierny, który objawiłeś swoją miłość w Twoim Synu Jezusie Chrystusie, i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu, Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka. Pochyl się nad nami grzesznymi, ulecz naszą słabość, przezwycięż wszelkie zło, pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi doświadczyć Twojego miłosierdzia, aby w Tobie, trójjedyny Boże, zawsze odnajdywali źródło nadziei. Ojcze przedwieczny, dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna, miej miłosierdzie dla nas i całego świata! Amen.

19. 6. 2022 Zamarski, pamiątka poświęcenia kościoła

jak

jak

Leave a Reply