Pozdrav před kázáním

Slovo se stalo tělem a přebývalo mezi námi. Spatřili jsme jeho slávu, slávu, jakou má od Otce jednorozený Syn, plný milosti a pravdy. Amen. (J 1,14)

Jb 42,2-5

Uznávám, že všechno můžeš a že žádný záměr tobě není neproveditelný. Kdo smí nerozvážně zatemňovat úradek Boží ? Ano, hlásal jsem, čemu jsem nerozuměl. Jsou to věci pro mě příliš divuplné, které neznám. Rač mě vyslyšet a nech mě mluvit; budu se tě ptát a poučíš mě. Jen z doslechu o tobě jsem slýchal, teď však jsem tě spatřil vlastním okem.

Wiem, że Ty wszystko możesz i nie ma zamysłu, którego nie mógłbyś spełnić. Kto bezmyslnie zaciemnia Twe zamiary? Oto mówiłem o rzeczach, których nie rozumiałem. To niepojęte sprawy dla mnie i nieznane. Posłuchaj, proszę, a ja będę mówił, spytam Cię, a Ty mnie poucz. Dotąd moje ucho tylko słyszało o Tobie, a teraz moje oko ujrzało Ciebie.

Z pełną premedytacją sięgnąłem po tekst z Księgi Hioba, który przeznaczony jest właściwie na niedzielę po świętach – ale wówczas nie mamy u nas nabożeństwa, tylko popołudniową Wigilijkę Zborową, a chciałem żeby przemówiło do nas dziś wieczór nieco inne słowo niż te, które zazwyczaj w noc wigilijną czytamy i nad którymi się zastanawiamy. Pochodzi ze szczególnej księgi Biblii – tej, która mówi o ludzkiej niedoli i cierpieniu. Pokazuje prawdziwy obraz człowieka – takiego, który wszystko i wszystkich stracił. Jeżeli ktoś ze znanych mu dotychczas pozostał obok, odwrócił się przeciwko niemu. Najpierw była to jego własna żona, która wraz z Hiobem utraciła nadzieję i w efekcie namawia go wręcz do złorzeczenia Bogu, bo pozostała już tylko śmierć. Nic innego nie widzi. Śmierć i grób. Zero nadziei. Potem są to dawni przyjaciele, resztka z tych, którzy jeszcze się od niego zupełnie nie odwrócili – no bo dobrze pewnie wiecie, jak to jest: gdy ktoś cierpi, znajduje się w trudnej sytuacji, ludzie boją się, że nie będą go mieli jak pocieszyć, i w efekcie unikają spotkania z nim, rozmowy, bo choć współczują, nie wiedzą jakich wobec niego użyć słów, jak się zachować. Zwykliśmy – zwłaszcza my w dzisiejszych czasach – unikać tego, co trudne i przed tym uciekać. Tak, zwłaszcza dotyczy to nas w XXI wieku, kórym na okrągło wmawia się, że wszystko musi zawsze być przyjemne i sprawiać nam zadowolenie; wszystkiego, co takie nie jest, unikamy. Gdy uczeń w szkole nie umie poprawnie zapisać jakiegoś słówka, mówi: „Mnie to nie bawi”. Ale jak on, tak i dorosły musi się nauczyć, że nie tylko to, co nas bawi, jest na świecie i nie tylko to, co nas bawi, trzeba nieraz w życiu robić.

Hiob przekonał się o tym w sposób nader dramatyczny, gdy dosięgły go – dziś byśmy powiedzieli – wszystkie krzyże i kataklizmy świata. Po prostu człowiek cierpiący, który pozostaje szczery przed Bogiem. Może trochę tak, jak ci, którzy szczerze przyznają, że są tak zmęczeni różnymi obowiązkami, że nie mają siły na to, by cieszyć się świętami. Albo są tak głęboko zranieni, tak zawiedzeni sami sobą i relacjami z drugim człowiekiem, że nie mają siły udawać, jak to jest im cudownie i anielsko. Dwadzieścia kilka lat temu przeczytałem na tablicy w jednym z cieszyńskich liceów hasło „Nienawidzę Świąt” i do dziś dnia bardzo rozumiem kogoś, kto był tak zraniony, że tuż przed Bożym Narodzeniem je w desperacji wielkimi literami wypisał. Nie miał siły już niczego grać przed sobą ani przed innymi.

Dlatego spodobał mi się ten tekst z Księgi Hioba. Bo naprawdę nigdzie w Biblii nie ma ani słowa o tym, by pierwszemu Bożemu Narodzeniu towarzyszyła atmosfera pokoju, szczęśliwości i zadowolenia – tego wszystkiego, czego sobie nawzajem życzymy i jest to zrozumiałe, że chcielibyśmy, by nam zawsze tak było. Zanim Syn Boży przyjdzie na świat, nieomal poróżnią się z jego powodu Józef z Marią. Prawie że niechciane dziecko. Do końca nie wiadomo, czyje… Ktoś, kto od historii w Raju zasiewa w człowieku wątpliwości w Bożą dobroć i miłość, skutecznie postarał się, by doszło do poróżnienia zaślubionych i do rozwodu. Pośrodku tego dramatu, pytajników i wątpliwości musi przybyć specjalny poseł – jak do Marii, tak i do Józefa – i musi ich przekonywać, że nie każda sytuacja wygląda zawsze tak, jak sobie to ludzie myślą. A potem się we wszystko mieszają politycy – żeby było śmieszniej, politycy okupanta. Władze sobie przypomniały, żeby robić swój porządek na świecie, bo łatwiej im wtedy będzie panować nad ludzkimi sumieniami. Czy potrafimy sobie w ogóle wyobrazić, jakim ryzykiem musiała być dla Ciężarnej ta podróż, w warunkach zgoła nie przypominających tych dzisiejszych? Pośród chłodu, głodu i niebezpieczeństw ze strony różnych typków spod ciemnej gwiazdy, którzy zawsze tego rodzaju sytuacje starają się wykorzystać, by ułowić jakiś łup…? A na dodatek Józefowi nie udaje się nic znaleźć na Bookingu, bo wszystkie hotele pozajmowane, bo takie tlumy… Dziecko niechciane na miejscu w Betlejem staje się niechcianym i niepożądanym jeszcze bardziej. Gorzej już być nie może: chlewik gdzieś poza miastem – byle był kawałek słomianej strzechy nad głową.

A potem Królowi oddają pokłon, tak? Tylko kto – kto o Nim w ogóle wie? Parę pasterzy miało w nocy widzenie i przychodzą odwiedzić narodzonego Jezusa… Musimy się siłą rzeczy uśmiechnąć nieco sarkastycznie nad takim obrazkiem. A za chwilę szybko na emigrację – trzeba uciekać, bo zbliża się akcja zabijania żydowskich niemowląt. Uciekinier cudem uratowany, by nie stał się ofiarą holocaustu. Jedną z wielu. Uratowany jak niegdyś przed laty Mojżesz. Nawet Egipt się zgadza. Myślę, że dla każdego członka narodu wybranego, który mógł przeczytać tę historię w ewangelii, to skojarzenie musiało przemawiać w sposób szczególny. Małe życie, bez znaczenia dla świata – no, może paradoksalnie za wyjątkiem tych, którzy chcieli je zgładzić. Aż chciałoby się powiedzieć: zło i ciemność osiągają punkt kulminacyjny. Stają się tak gęste, że nikt nie jest w stanie się przez nie przebić.

I na tym właśnie polega cud Bożego Narodzenia. Jak napisał zmarły przed dwunastu laty autor tekstów wielu znanych polskich przebojów stworzonych dla Lombardu, Ewy Bem, Krystyny Prońko, Lady Pank, Perfectu i innych; prawnik i muzyk, Jacek Skubikowski. Człowiek, który sam śpiewał, ale potem już nie mógł, kiedy toczył go rak krtani – w tekście do znanej włoskiej melodii Soleado z lat siedemdziesiątych (słyszeliśmy na początku) mówi nieomal słowami Hioba z naszego tekstu: „Choć w sercu swym nosisz tylko lód – ten jeden raz uwierz w prawdy cud. Gdy podniesiesz wzrok, nagle pojmiesz, że dziś wszystkim z nas Bóg narodzi się”. – „Wiem, że Ty wszystko możesz i nie ma zamysłu, którego nie mógłbyś spełnić”. Jest jedno światło, które potrafi przebić się do najbardziej zasmuconej i zranionej duszy. Nie wszyscy cię potępili. Nie wszyscy się odwrócili. Nie wszyscy zapomnieli. Jest Ktoś, kto cię nie odrzuci, dla kogo coś znaczysz. On ci mówi: „Jesteś w moich oczach drogi, cenny i ja cię miłuję (…) Nie bój się, bo ja jestem z tobą” (Iz 43). Pośrodku najciemniejszej nocy Bóg zapala światło. O tym nam mówią te święta. Księga Hioba nas uczy, że warto być szczerym – przed ludźmi i przed Bogiem. Choć wobec tych pierwszych nie zawsze się to opłaca, Bóg zna serce człowieka. I ten zrezygnowany i zawiedziony przez życie, doświadczony aż do kresu, gdy już przyzna się do swojego bólu przed Bogiem, chce tylko słuchać. Jak prorok Habakuk, który wyznaje: „Bedę wypatrywał, aby zobaczyć, co Bóg mi powie i jaką da odpowiedź na moją skargę” (Ha 2,1). I cóż czytamy? Hiob mówi: „Dotąd moje ucho tylko słyszało o Tobie, a teraz moje oko ujrzało Ciebie”. Tak jak staruszek Symeon, który stwierdza: Teraz nawet już nie żal mi umrzeć, skoro wiem, Boże, że Ty jesteś moim Zbawicielem! Bóg odwraca ludzki los. Do tej pory prorocy i religie na coś wskazywały, zwracały uwagę ludzi na Słowo Boga – ale teraz to Słowo można UJRZEĆ, bo ono się stało ciałem!

Spraw, Panie, by mógł Cię ujrzeć każdy, kto już nie widzi nadziei. Potrzebujemy Twojego światła. Świat go potrzebuje. Zapal je; niech to światło rozbłyśnie – a jeśli trzeba, użyj do tego i nas… Amen.

jak

jak

Leave a Reply