Obj 15,2-4
I zobaczyłem jakby szklane morze zmieszane z ogniem oraz tych, którzy zwyciężają Bestię i jej obraz, i liczbę jej imienia, jak stali nad szklanym morzem i mieli harfy Boga. I tak śpiewają pieśń Mojżesza, sługi Boga i pieśń Baranka: Wielkie i zdumiewające są Twoje dzieła, Panie, Boże Wszechmogący! Sprawiedliwe i prawdziwe są Twoje drogi, Królu narodów! Któż by się nie bał, Panie, i nie uwielbił Twojego imienia? Bo Ty jeden jesteś święty, bo wszystkie narody przyjdą i oddadzą Tobie pokłon, bo ujawniły się Twoje sprawiedliwe czyny.
Cały świat komentuje wybory papieża. Dziennikarze i wszyscy zaproszeni przed kamery czy mikrofon komentatorzy podkreślają znaczenie imienia, jakie przybrał kardynał Robert Prevost oraz to, co powiedział w pierwszych słowach po wyborze. Leon I był papieżem prowadzącym do pojednania i pokoju. Pokój w sposób szczególny podkreślał nowo wybrany Leon XIV. Nic dziwnego w dzisiejszym świecie. I nic dziwnego, że na słowa o pokoju jest takie zapotrzebowanie.
Mówię o tym, bo także temat główny dzisiejszej niedzieli jest z tym związany. Jak już powiedzieliśmy, nazwa dnia pochodzi wprost z psalmów. Zdanie „Radośnie wysławiajcie Boga, wszystkie ziemie” – „Jubilate Deo omnis terra” powtarza się w biblijnej Księdze Psalmów w kilku pieśniach, między innymi w Psalmie 66, z którego śpiewaliśmy introit, a także w Psalmie 98, z którego także za tydzień czytać czy śpiewać będziemy najważniejsze zdania. „Jubilate Deo omnis terra” to także tytuł tzw. wielkiego motetu, który skomponował Jean-Baptiste Lully na ślub króla Ludwika XIV i Marii Teresy Habsburskiej, a także w celu upamiętnienia Pokoju Pirenejskiego, który zakończył okres 24 lat wojny między Hiszpanią a Francją. Cały utwór utkany jest ze słów Psalmu 98, uzupełnionych o fragmenty 11 innych psalmów. Jubilate Deo… Chwalcie Boga. To tak ważne, wysławiać Go, kiedy mamy pokój. Bo ten jest tak kruchy. Jak ludzkie życie…
Zarówno dzisiejsza, jak i następna niedziela mają zatem bardzo podobne tematy. Dziś o oddawaniu Bogu chwały, za tydzień o śpiewaniu na Jego chwałę. Niemal to samo. Ciekawie to wymyślili nasi przodkowie, określając liturgiczne tematy niedziel powielkanocnych. I myślę, że tekst przed chwilą przeczytany też znajduje się tak trochę „na pograniczu” mówienia o chwale oraz o śpiewie. Ale ma dokładnie ten kontekst, na który chciałem wam teraz zwrócić uwagę: Bóg jest na swoim posterunku także wtedy, kiedy nam nie jest do śpiewu, kiedy trwa prześladowanie i wojna, kiedy jest najciężej. Właśnie wtedy pieśń chwały ma znaczenie szczególne.
Wyznawcy, męczennicy, świadkowie którzy śpiewają pieśń Bogu, to ludzie którzy w wielkim ucisku i doświadczeniu zachowali swoją wiarę. Cóż możemy wyśpiewać my, którzy żyjemy w dobrobycie, pokoju i komforcie na tyle wielkim, że żal nam go poświęcić; że po to by człowiek nie stracił coś z tego co ma, gotów byłby nieraz zaprzeć się wyznawanych wartości… Tymczasem święci z Objawienia – myślę, że można ich tak nazwać, bo wszystko co towarzyszy temu opisowi wskazuje na krystaliczną czystość, nawet morze nad którym stoją jest szkliście transparentne – ci przeszli przez ogień doświadczenia, próby. Są określeni mianem zwycięzców. Bo cała Księga Objawienia, napisana w formie literackiej zwanej apokalipsą, doskonale znanej w tym czasie w kręgach żydowskich i nie tylko, pod całym tym szyfrem nie zawsze dla nas dziś zrozumiałych znaków i symboli ukrywa wielkie wyznanie i zachętę dla wierzących znajdujących się właśnie w samym centrum prześladowań. Wzywa i zachęca zbory oraz wiernych, że niezależnie od tego, jak wielkim byłoby cierpienie grożące wyznawcom Chrystusa, i niezależnie jak atrakcyjną byłaby oferta skierowana do tych, którzy gotowi by byli się Go zaprzeć, ostatecznie jednak warto wytrwać w wierze.
Męczennicy z naszego tekstu przybywają jako zwycięzcy nad siłami antychrysta. Wielokrotnie w historii szatan używał mocnej broni i podstępu, i wielu dało się zwieść. Tego typu totalitarne podstępy przeżywali przecież nie tylko chrześcijanie rzucani lwom, paleni żywcem czy krzyżowani, ponieważ nie oddali pokłonu przed posągiem tego czy innego rzymskiego cesarza, ale ponieważ historia kołem się toczy, wielokrotnie sytuacja się powtarzała w różnych wiekach. Nie trzeba chyba nikomu wskazywać na oszustwo idei faszyzmu i hitleryzmu, wyższości jednej rasy nad drugą, przejawiającej się w pierwszej kolejności w nienawiści do narodu wybranego, w szaleństwie które ogarnęło cały świat w ubiegłym XX stuleciu. I co ciekawe, w samych Niemczech właśnie ci najpobożniejsi dali się oszukać, nieliczni tylko, jak Kościół Wyznający Bonhoeffera od początku przestrzegali przed mocami ciemności. A co ma ten tekst nam dziś do powiedzenia? Może to, że ci śpiewający święci wyrwani z ognia nazwani są zwycięzcami, mimo iż umierali najbardziej okrutną śmiercią, która z pozoru ze zwycięstwem nie miała nic wspólnego. A jednak to właśnie sam fakt ich męczeńskiej śmierci uczynił ich zwycięzcami; gdyby pozostali przy życiu, rezygnując ze swojej wiary, znaleźliby się w gronie pokonanych. Opisy cierpienia wiernych świadków Chrystusa przedstawiają ich jako szczęśliwych i pełnych radości, iż mogą cierpieć dla swego Pana. Przypominają się słowa Jezusa: „Kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je” (Mt 16,25). Prawdziwym zwycięstwem nie jest zachowanie życia za wszelką cenę, lecz przeciwstawienie się najgorszemu złu i – o ile to konieczne – wytrwanie w wierności aż do śmierci.
Opis wyznawców znajduje się pośrodku słów o sądzie i gniewie Bożym. Gdyby Objawienie Jana nie było księgą lecz filmem, moglibyśmy powiedzieć, że realizator wstawił oto w sam środek opisu koszmarów jakie przyjdą na świat kadr żywcem wyjęty z dalszego ciągu filmu, wstawił obraz chwały, która nastąpi, po to by ci którzy oglądają nie zniechęcili się zbyt wcześnie i nie zrezygnowali, ale wytrwali do końca. Bo zaiste, Bóg jest święty, a ja grzesznik przed Jego sądem, przed którym prędzej czy później stanąć będę musiał, jakże się ostoję? Jednak właśnie ten nasz tekst mówi nam, że to nie dzięki swemu bohaterstwu, nie dzięki swojej czystości moralnej ani jakimkolwiek zasługom mogą wyznawcy stanąć nad czystym jak kryształ morzem Bożych norm. Oni śpiewają pieśń, która jest określona jako pieśń Mojżesza i Baranka. Ta pieśń przypomina o wierności Boga wobec Jego ludu (nie odwrotnie, ludu wobec Boga, ale Boga wobec ludu!) i ingerencję mocy Bożej tam, gdzie wszelkie ludzkie możliwości już się wyczerpały. To pieśń śpiewana Bogu na chwałę, gdy Pan wyprowadził swój lud z niewoli totalitaryzmu egipskiego, a na koniec ich przeprowadził suchą nogą przez morze. Już samo to paradoksalne sformułowanie „przejść suchą nogą przez morze” wskazuje, że Bóg działa tam, gdzie ludzkie możliwości i nadzieje osiągają kres. Bibliści wskazują jeszcze na drugą pieśń Mojżesza, którą śpiewał on pod koniec wędrówki do Ziemi Obiecanej. Pieśń ta jest wyrazem absolutnej wierności Boga względem ludu, który Pan zwycięsko przeprowadził przez wszystkie trudności i pokuszenia, ochronił przed wszystkimi wrogami i nieprzyjaciółmi, i triumfalnie doprowadził tam, gdzie przyobiecał. Widzimy tu starotestamentowy archetyp czyli „předobraz” zbawienia. Z kolei pieśń Baranka jest hymnem sławiącym największe w dziejach dzieło odkupienia dokonane przez doskonałą ofiarę Baranka Bożego złożoną na Golgocie. W ten sposób obie pieśni: pieśń Mojżesza przypominająca Boże odkupienie starotestamentowego ludu wybranego z niewoli w Egipcie oraz pieśń Baranka sławiąca ostateczne Boże odkupienie nowotestamentowego ludu wybranego z niewoli szatana i wszystkich śmiertelnych wrogów duchowego życia, stanowią klamrę spajającą dwa krańce dziejów zbawienia, dwa Przymierza połączone osobą Jezusa Chrystusa.
Morze które tu widzimy, to nie Morze Czerwone, ale „morze szkliste” symbolizujące czystość i przejrzystą świętość Bożej obecności i sprawiedliwości. Dlatego wszyscy wywyższają Boga i uznają, że On jedynie jest święty. Wszyscy. Wszystkie narody. Każde kolano się przed Nim ugnie… Pytanie, czy znajdziemy się pośród tych śpiewających pieśń na chwałę Boga. Czy pośrodku tego kadru, który realizator filmu Objawienia apostoł Jan na życzenie najwyższego Reżysera nam tu dziś na chwilę zatrzymał, znajduje się i nasze miejsce, nasza życiowa rola. Powiesz: „Ja wśród świętych? Ja wśród tych męczenników i wyznawców?” Właśnie tak! Ten kadr wycięty z filmu jest zaproszeniem dla ciebie. „Mam rolę dla ciebie – mówi Pan. – Mam dla ciebie miejsce w gronie zbawionych. W gronie moich wyznawców. Pośrodku tłumu przeżywającego świętą chwilę w mojej bliskości. Czy chcesz do niego dołączyć?” Nie śmiemy, a jednak możemy tam stanąć. Bo Chrystus jest tym, przez którego Bóg widzi nas usprawiedliwionymi i świętymi, i takimi chce nas uczynić poprzez kontakt z sobą.
Przedwczoraj prowadziłem pogrzeb w Czeskim Cieszynie. Żegnalismy człowieka, którego życie nie było usłane różami. Przeżył wiele doświadczeń, a w końcu zmarł na nowotwór, wiele cierpiał; zmarł w objęciach syna, który niesamowicie ofiarnie się o niego troszczył w ostatnich miesiącach. I kiedy rozmawialiśmy przed pogrzebem, zadał pytanie: „Jaki był cel tego, że tata był tak mocno próbowany w życiu?” Być może troszeczkę odpowiedział sobie sam, parafrazując na klepsydrę słowa Henryka Sienkiewicza z „Quo vadis”: „Byłeś godnym widoku, jak widok był godnym ciebie”. A jeszcze nieco dalej poprowadziło nas Słowo Boże, które żeśmy na pogrzebie czytali, właśnie z Księgi Objawienia, o tych, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, a ich szaty są wybielone we krwi Baranka. W naszej rozmowie syn opowiedział mi pewną historię, którą chcę się z wami podzielić. Kiedy jeszcze za komuny znaleźli się z ojcem na szlaku granicznym w naszych Beskidach, zatrzymał ich polski wopista. Zapytał po polsku, dokąd idą, a ojciec odpowiedział mu również czysto po polsku. Funkcjonariusz straży granicznej myśląc że to Polacy z Polski odpowiedział: „No dobrze, tylko proszę uważać, bo po tamtej stronie ścieżki jest już Czechosłowacja!” Oczywiście, nie przypuszczał, że ojciec z synem stamtąd właśnie są, że tam jest ich dom.
Jesteśmy obcokrajowcami na tej ziemi. Po łacinie „peregrini”, cudzoziemcy, stąd słowo „pielgrzym”. Nasza ojczyzna jest w niebie, u Boga. Tu droga jest nieraz niebezpieczna, prowadzi mocno pod górę, trzeba się porządnie natrudzić. Ale za to ten widok, kiedy już znajdziemy się na szczycie! A co dopiero u celu, u Pana… Teraz nie jesteśmy jeszcze na mecie. Ktoś by pomyślał – tak jak ten PRL-owski żołnierz tam w górach – ten człowiek jest z tej strony, to jest jego ojczyzna. Ale on podąża dalej, wyżej. Gdzie indziej jest jego cel i meta.
Dzisiejszy tekst pokazał nam kadr z tym obiecanym widokiem z mety. Panie, i ja chcę tam być, gdzie Ty mnie powołujesz, blisko Ciebie. Chcę śpiewać i wyznawać Ciebie moim życiem. Panie Jezu Chryste, Baranku Boży, naucz mnie ufać Tobie i dziękować, bo Ty mnie pewnie doprowadzisz do celu. Amen.















Nejnovější komentáře