J 19,19-22

Piłat sporządził napis o Jego winie i polecił go umieścić na krzyżu. A było napisane: Jezus Nazarejczyk, król Żydów. Napis ten czytało wielu Żydów, ponieważ miejsce, na którym ukrzyżowano Jezusa, było blisko miasta. A było napisane po hebrajsku, po łacinie i po grecku. Arcykapłani żydowscy powiedzieli więc do Piłata: Nie pisz: Król Żydów, ale że On powiedział: Jestem królem Żydów. Piłat odpowiedział: Co napisałem, to napisałem.

Kochani, pora byście mi znowu przypomnieli słynny wyrok pani Farnej: „Nale, pastorze, dyć nie lećcie tak z tym czasym!” Bo tekst, który pozwoliłem sobie dziś wziąć na kazanie, jest fragmentem ewangelii wielkopiątkowej. Nie, nie chcę aż tak poganiać czasu, jednak słowa o Królu Żydowskim pozwolę sobie pokazać w kontekście urywków wcześniejszych, żebyśmy zrozumieli, jaką zasługę miał Piłat w określeniu, kim był Jezus. Naturalnie, nie można mówić o zasłudze, ale raczej o winie Piłata, gdy mamy w pamięci to, że skazał Jezusa na śmierć. Jednak stał się elementem Bożej układanki, która spowodowała to, co sformułuje zwięźle apostoł Paweł w Liście do Rzymian, że „Jezus został wydany za grzechy nasze i wzbudzony z martwych dla usprawiedliwienia naszego” (4,25). A już kiedyś mówiliśmy o tym, że istnieją różne legendy dotyczące Piłata i jego żony, na przykład według tradycji starożytnego Kościoła koptyjskiego Piłat miał później nawrócić się na chrześcijaństwo w pewien czas po śmierci Chrystusa, pod wpływem swojej żony Klaudii. I oboje są wspominani 20 czerwca. Nie wiemy, jak było – pewnie raz się dowiemy. W Kościele prawosławnym jedynie Klaudia jest świętą, ponieważ w ewangelii to ona namawiała męża, aby ten nie miał nic wspólnego ze śmiercią Jezusa. Ale taki ciekawy ślad, jak to mogło z tym Piłatem być…

Jego zasługą było na pewno to, że na tabliczce w trzech ówczesnych „światowych” językach kazał napisać, iż Jezus to Król Żydowski. Widzimy w naszym fragmencie, jak pilnie żydowscy przywódcy religijni korygują ten „błąd”: Przecież nie dlatego Jezus został skazany – mówią – że był Królem Żydów, ale dlatego, że samozwańczo się za niego podawał. Na („mówiąc czysto po polsku”) námitky przywódców, Piłat odpowiada tylko swoim słynnym: „Com napisał, tom napisał”. Czyżby rzeczywiście z tych słów płynęło coś, co mogłoby wskazywać na jego późniejsze nawrócenie i wiarę?

Chciałbym, żebyśmy cofnęli się do procesu Jezusa – bo po pierwsze, w naszym punkcie Czasu Pasyjnego to jest właściwsze „miejsce”, ale przede wszystkim dlatego, że tam jest wyraźnie mowa o tym Królu. Piłat wielu rzeczom się dziwi i wiele odkrywa. W końcu jednak ulega manipulacji politycznej i – wbrew wiadomościom od żony – wydaje wyrok skazujący Jezusa.

Ewangelia Jana jest dla mnie zawsze fascynująca, gdy chodzi o opisy procesu, śmierci i zmartwychwstania Jezusa, bowiem „aż z niej bije” spojrzenie naocznego świadka. A jeśli to Jan był autorem, był właściwie jedynym z uczniów, który stał tuż pod samym krzyżem. Widzimy go też później, jak wraz z Piotrem wbiegają do pustego grobu i widzą płótna – wszystkie detale są za każdym razem niesamowicie precyzyjnie opisane. I wcześniej tak też jest z procesem Jezusa. Wczytajmy się zatem w to tchnące autentycznością świadectwo kogoś, kto wspomina o mnóstwie ważnych szczegółów. Bo je dokładnie zapamiętał, nie mogło być inaczej.

Kiedy Jezus zostaje wprowadzony do pałacu arcykapłana, ewangelista zaznacza: „Zaprowadzili Go najpierw do Annasza. Był on bowiem teściem Kajfasza, który był w tym roku arcykapłanem. Właśnie Kajfasz doradził Żydom, że lepiej jest, aby jeden człowiek umarł za lud. Szedł zaś za Jezusem Szymon Piotr i inny uczeń. Uczeń ten był znany arcykapłanowi i dlatego wszedł za Jezusem na dziedziniec arcykapłana. Piotr natomiast stał na zewnątrz przed bramą. Wyszedł więc ten drugi uczeń, znany arcykapłanowi, porozmawiał z odźwierną i wprowadził Piotra” (J 18,13-16). Tak pisze o sobie sam Jan. I przypomina historię o wskrzeszeniu Łazarza – już przy niej opisywał, jak arcykapłani (znów „mówiąc czysto po polsku”) řešili případ. Kajfasz wypowiedział wtedy słowa, które Jan wręcz określił jako proroctwo, choć arcykapłan był przeciwnikiem Jezusa: „Lepiej jest dla nas, by jeden człowiek umarł za lud, niż żeby wszystek ten lud zginął”. Przy okazji się dowiadujemy, skąd się znalazł Piotr na dziedzińcu pałacu arcykapłana – że to Jan „po znajomości” go tam wprowadził. Zresztą tylko on opowiada historię innego człowieka z tych kręgów, Nikodema i jego nocną rozmowę z Jezusem, w której czytamy o nowym narodzeniu. To Nikodem potem przyniesie olejki, by namaścić ciało Jezusa i by pogrzeb był jednak choć trochę godny… Maria Magdalena kompletnie nic o tym nie wie, dlatego z olejkami pójdzie do grobu „po fakcie”, trzeciego dnia, kiedy tylko skończy się sabat. Szczegóły i detale, które stają się ważne, gdy złożymy je w całość…

A teraz czytamy w ewangelii ciekawą relację: „Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium. A było rano. Sami jednak nie weszli do pretorium, aby się nie zanieczyścić przed spożyciem wieczerzy paschalnej. Piłat więc wyszedł do nich na zewnątrz i zapytał: O co oskarżacie tego Człowieka?” (J 19,28.29). Postawa przywódców religijnych przypomina mi słowa z Księgi Izajasza: „Jest taki, co składa w ofierze wołu, a morduje człowieka; ofiaruje barana, a psu łeb ukręca; (…) pali kadzidło, a zarazem czci bałwana – ci obrali sobie swoje drogi i ich dusza ma upodobanie w ohydzie” (Iz 66,3). Nie chcą się skalać, chcą być koszer, bo nie mogą się zanieczyścić na święto! Ale podstępnie skazują niewinnego na śmierć. Ponieważ jednak według obowiązującego prawa rzymskiego ich wyrok nie ma mocy, muszą go upełnomocnić u Piłata. Tylko on, jako prokurator rzymski, ma moc wydawać wyroki śmierci. Jan pisze o tym wprost, dlaczego Piłat musiał wydać wyrok: „Stało się tak, aby wypełniły się słowa Jezusa, w których zapowiedział, jaką śmiercią miał umrzeć” (J 18,32). Gdyby Żydzi mieli prawomoc, zabiliby Jezusa przez ukamienowanie. Ale On musiał zostać „wywyższony” w swoisty sposób (Jan 3. rozdział): „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne” (3,14.15).

Piłat wychodzi do przywódców ludu i tłumu, bo tacy pobożni, że się nie skalają wchodząc do urzędu poganina… I potem drąży temat, z którym przyszedł tak trochę on sam, co znaczy, że coś już o Jezusie musiał słyszeć: że On jest Królem Żydowskim. Król był w Izraelu namaszczany – jedynie w taki sposób ważnie stawał się nosicielem swojego urzędu. Czyli maszijah – „namaszczony” – słyszymy tam to słowo Mesjasz, które później na grecki zostało przetłumaczone jako Chrystus. Cały czas o to chodziło. Jakże wielu rozpoznało w porę, że Jezus jest tym Królem, namaszczonym, Bożym posłańcem zapowiadanym w Pismach. Przywódcy to czują – a jednak trzymają się teorii, że to nieprawda, że Jezus jest samozwańcem, że trzeba Go „usunąć” z drogi, żeby nie sprowadzić na naród izraelski większego terroru niż ten, który jest. Żeby prawdziwy według nich Mesjasz mógł przyjść i odnowić państwowość. W procesie przed Piłatem pada nawet sformułowanie, że Jezus jest Synem Bożym – i Piłat skamienieje, kiedy to sobie uświadomi. Zadaje Jezusowi pytanie: „Skąd Ty jesteś?” (J 19,9) – i jest to wyraźne, że nie pyta „Jakiego państwa jesteś Królem” ani „Skąd pochodzisz” w sensie krainy geograficznej, ale pyta: „Jakie jest to Twoje tajemnicze pochodzenie? Jaki jest twój mandat? Kim jesteś naprawdę?” Po ludziach z Kany, po Samarytance, po apostołach, tłumach, po przywódcach żydowskich stanął także Piłat przed tajemnicą Jezusa, która jest tematem całej Ewangelii Jana. Jezus milczy. „Nie chcesz ze mną rozmawiać? Czy nie wiesz, że mam władzę Cię uwolnić i mam też władzę Cię ukrzyżować? Jezus odpowiedział: Nie miałbyś nade Mną żadnej władzy, gdyby nie dano ci jej z góry. Dlatego ten, kto Mnie tobie wydał, ma większy grzech. Od tej chwili Piłat starał się Go uwolnić…” (J 19,10-12). Decydującym staje się argument polityczny: Jeśli Go uwolnisz, nie stoisz po stronie Cezara! No, to dla polityka argument jest. Zasadniczy. I co ciekawe, kiedy podpłacony tłum skanduje: „Ukrzyżuj Go”, Piłat zadaje pytanie: Jak to? Waszego Króla mam ukrzyżować? Ironia – a może domniemanie prawdy? Bo się właśnie z Prawdą z wielkiej litery spotkał…

Wówczas tłum krzyczy: „Nie mamy innego króla, jak tylko Cezara!” To wołanie jest pierwowzorem Masarykowskiego „Ježíš – ne Caesar”. Tu słyszymy: Cezar, nie Jezus. On nie jest Królem. Zastanawiałem się czy tak wołali tylko podpłaceni krzykacze, czy też sami przywódcy religijni… Byłem skłonny myśleć, że oni chyba raczej musieli milczeć, bo powiedzieć, że cesarz rzymski jest ich królem, byłoby równoznaczne ze zdradą narodową. I na to zajrzałem jeszcze raz do ewangelii. Wow! Wyraźnie i jednoznacznie jest tam napisane: „Arcykapłani odpowiedzieli: Nie mamy innego króla niż Cezara!”

Byliśmy dziś świadkami, jak różni ludzie zderzają się z autorytetem Namaszczonego – Bożego Króla. Tego, przed którym raz ugnie się każde kolano i każdy język wyzna, że On jest Królem Królów i Panem Panów. W tym momencie historii jak gdyby to od tych ludzi zależał Jego los. Ale ewangelista Jan nam podaje, że opak je pravdou. Bez tych strasznych ludzkich decyzji nie wypełniłby się Boży plan zbawienia, dla mnie i dla ciebie. Dla nas też ten nieszczęsny Piłat zapisał, by wszystkie języki świata poznały, iż Ukrzyżowany naprawdę jest Królem Królów. A gdy ja i ty zderzymy się w osobistym spotkaniu, poprzez stronice ewangelii, z pytaniem: „Co zrobić z tym Królem” – jak odpowiemy? Czy padniemy przed Nim na kolana i oddamy Mu hołd, albo też umyjemy ręce w piłatowskim geście poprawności politycznej lub jeszcze innego alibizmu… Czy pozwolimy, by stał się Królem naszego, mojego świata i życia? Czy Mu tam damy moc i władzę? W jednej z pieśni, którą śpiewaliśmy z chórami, to pytanie zadawane było wprost: „Jezus przed sędzią Piłatem stał / Zdradzon, opuszczon, odarty z chwał. / Pytać by każdy się w duszy miał: / Co zrobić mam z Jezusem? / Co zrobisz ty z Jezusem? / Odpowiedz sobie sam. / Przyjdzie czas, pytać się będziesz: / Co zrobi ze mną Pan?”

jak

jak