Proszę Boga tylko o to, bym nie była obojętna wobec wojny…”

Pół roku temu umarła moja babcia. Gdyby dożyła dzisiejszych czasów i miała świadomość, że w Ukrainie toczy się wojna, byłaby wstrząśnięta i poruszona do głębi. Z wielkim niepokojem i niedowierzaniem śledziłaby wiadomości o nieszczęściu bliźnich i okrucieństwie przemocy. Babcia doświadczyła wojny i zawsze z radością słuchała moich opowieści o znajomych z zagranicy, o podróżach, o studiach w obcym języku, o tym, że Europa to kraina współpracy i pokoju…

Babcia chciała zostać malarką. Miała talent i wspierającą rodzinę, była pracowita. Chciała zdać maturę, pójść na studia, rozwijać się. Problem w tym, że urodziła się w 1928 r. Gdy wybuchła druga wojna światowa, miała jedenaście lat. Wojna pokrzyżowała jej plany i zniweczyła marzenia o edukacji artystycznej. Nie została profesjonalną malarką.

Wojna jest zła. Wojna jest okrutna. Na wojnie ludzie zabijają ludzi. Na wojnie ludzie niszczą budynki, w których mieszkają i pracują ludzie. Przez wojnę jedni ludzie muszą uciekać, zostawiając całe swoje dotychczasowe życie, a inni muszą zostać w strefie konfliktu, ryzykując swoje życie. Przez wojnę ludzie, którzy nie chcą zabijać ludzi, chwytają za broń i idą walczyć. Wojna prowadzi do śmierci, kalectwa, bólu, traum, nieszczęść.

W obliczu takiego ogromu zła, będącego bezpośrednim zagrożeniem życia i uniemożliwiającego ludziom zaspokojenie podstawowych potrzeb, być może nie na miejscu jest stwierdzenie, że wojna niweczy też po prostu ludzkie plany i rujnuje marzenia. Z szacunku dla znanych mi osób, które uciekły przed wojną do Polski i znalazły się w Cieszynie, nie będę pisała, jakie były ich plany, zanim wybuchła wojna. Nietrudno sobie jednak wyobrazić, jak to wszystko zostało zachwiane, gdy przyszło im opuścić swój kraj.

Jestem podobna do babci. Gdy śledzę doniesienia z wojny, jestem wstrząśnięta, pełna smutku i niedowierzania. Źle znoszę nadmiar informacji – paraliżuje mnie – dlatego ograniczam ich sprawdzanie. Jednak przez cały ten czas w głowie słyszę głos argentyńskiej pieśniarki Mercedes Sosy śpiewającej Sólo Le Pido a Dios, pieśń autorstwa Leóna Gieco: „Sólo le pido a Dios / Que la guerra no me sea indiferente / Es un monstruo grande y pisa fuerte / Toda la pobre inocencia de la gente” [Proszę Boga tylko o to, bym nie była obojętna wobec wojny. To wielki potwór, który zadeptuje biedną ludzką niewinność]. Podmiot pieśni prosi też Boga, by nie pozwolił mu stać się obojętnym wobec bólu, niesprawiedliwości, oszustwa i przyszłości. W wojnie zawarte jest to wszystko: ból fizyczny i psychiczny; niesprawiedliwość, bo cierpią niewinni ludzie; oszustwo, bo zataja się prawdę o zdarzeniach. Wojna przynosi też nieuniknione konsekwencje na przyszłość, którym trzeba będzie sprostać.

Wielu z nas żyje teraz w poczuciu bezsilności. Nie jesteśmy w stanie zatrzymać tej wojny. Nie rozbroimy bomb, nie ochronimy cywilów przed kulami karabinu. Z lękiem i współczuciem słuchamy doniesień z Ukrainy. Taki ogrom złych informacji staje się dla wielu przytłaczający. Naturalną reakcją obronną może być wówczas zobojętnienie. Myślę jednak, że w życiu – czy to w czasach wojny, czy w czasach pokoju – nie do przecenienia są małe czyny. Jeśli dzięki naszym słowom ktoś się szczerze uśmiechnie – choćby na chwilę – to warto było te słowa wypowiedzieć. Jeśli w najmniejszy nawet sposób pomożemy komuś przejść przez kolejny dzień, to działanie nasze ma sens. Być może takie małe czyny mogą być antidotum na obojętność.

Choć nie zatrzymamy walk na froncie, to nasza pomoc może być jednym z czynników, które sprawią, że ktoś zachowa i zrealizuje swoje marzenia albo będzie miał tyle siły i takie wsparcie, że w jego głowie pojawią się nowe plany i nowe cele. Ważne jest każde dobre i szczere słowo, które usłyszy uchodźca, każdy moment wytchnienia, który podarujemy stroskanej matce i każdy uśmiech na twarzy jej dziecka. Liczy się każda przespana noc pod podarowaną przez kogoś ciepłą kołdrą w udostępnionym przez kogoś innego pokoju. Znaczenie ma każda pomoc udzielona osobie zagubionej w nowej rzeczywistości, każdy datek złożony zaufanej organizacji charytatywnej, każde wsparcie duchowe i emocjonalne, każdy drobny gest życzliwości wobec spotkanej osoby z Ukrainy – czy to w szkole, pracy, na mieście, czy w sklepie.

Moja babcia nie miała szans na dobrą edukację. Wojna pozbawiła ją też wielu innych marzeń i planów. Babcia jednak nigdy się nie poddała. Malowała karty pocztowe, obrazki, tworzyła ilustracje. Choć nigdy nie zdobyła dyplomu uczelni artystycznej, w moich oczach była malarką. Rozwijała dalej swój talent dzięki własnej determinacji i – co chcę tu podkreślić – dzięki wsparciu bliższych i dalszych osób.

Życzę nam wszystkim, by współczesna rzeczywistość i nagromadzenie złych informacji nie doprowadziły nas do załamania i nie pozbawiły nas wszystkich sił, ale także byśmy w ich obliczu nie zobojętnieli na ludzkie nieszczęście – to mające miejsce w Ukrainie i w innych miejscach ogarniętych wojną oraz to będące udziałem uchodźców z Ukrainy i wielu innych krajów. Życzę nam, byśmy przy całym poczuciu bezsilności wobec „wielkich” spraw tego świata, znaleźli w sobie siłę, by działać w sprawach „małych” i by dostrzec ich wielkość.

Elżbieta Pawlas-Matuszek

jak

jak

Leave a Reply